piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 3.

Po kilku godzinach przyszykowali papiery. Wstałam z krzesła i powiedziałam, że muszę do łazienki. Wyszłam z pomieszczenia, zanim którekolwiek z nich zdołałoby cokolwiek powiedzieć. To jakaś bzdura, przecież ja nawet nie wiem, gdzie tu jest łazienka. Chodziłam jak głupia po korytarzach, w końcu znalazła się jakaś sofa. Opadłam na nią ciężko wzdychając.
- To jakiś bezsens- mruknęłam sama do siebie.
Zawsze marzyłam o tym, aby wyrwać się z pułapki, jaką fundowali mi rodzice, aby spełniać marzenia. Aby ktoś zaczął mnie zauważać i się mną przejmować. Nie mogłam zrezygnować z takiej sytuacji, a jednak zaczynałam się bać. Zostawić rodziców, zostawić ich na pastwę losu? Przecież oni właśnie robili to ze mną przez ostatnie dziesięć lat. Poczułam jak po policzkach zaczęły mi spływać łzy, szybko je otarłam, kiedy usłyszałam kroki i głos Melissy.
- Lucy! Jedziemy, musimy, wszystko pozałatwiać przed świtem- powiedziała i zobaczyła mnie na sofie.
Przymknęłam oczy i uśmiechnęłam się do niej. Podniosłam się leniwie z siedzenia, ruszyłam za nią. Joey wsiadł na moje miejsce, przez co musiałam usiąść z tyłu. Zapięłam pasy i spojrzałam w swój telefon. Zbliżała się trzecia nad ranem. Czyli ojciec zaczyna powoli się kończyć, a mama pewnie bierze kolejne tabletki. Powtórzyłam jeszcze Melissie którędy ma jechać.
Po kilku minutach zaparkowaliśmy przed kamienicą w której się wychowałam. Obdrapany, ledwie trzymający się tynk na ścianach w połowie mieszkań nie ma okien, a stare drzwi od klatki schodowej, były rozwalone na jak najmniejsze drzazgi. Westchnęłam, a Joey z bagażnika wyjął dwie wielkie czarne  walizki. Poszłam przodem, prowadząc dwóch moich opiekunów do mieszkania rodziców.
Weszłam na klatkę schodową i poczułam powiew zimnego powietrza. Przeszliśmy przez parter, a po schodach, aż na trzecie piętro. Pchnęłam drzwi, usłyszałam szczekanie, jedyny członek rodziny, który cieszył się, że wracam. Blupie, słodki labrador, średniej wielkości, skoczył, jak tylko mnie zobaczył. Przykucnęłam i zaczęłam drapać go za uchem. Skoro Melissa chce dzięki mnie spełnić marzenia, to jej pomogę pod jednym warunkiem.
Wstałam, odwróciłam się i popatrzyłam na prawnika, a za nim stojącą malarkę.
- Pomogę ci, ale obiecaj mi, że mogę zabrać Blupie'go. Beze mnie zdechnie, nikt się nim nie zajmie, prócz mnie.
Kobieta popatrzyła zdziwiona na prawnika, a ten tylko przytaknął głową. Melissa się uśmiechnęła, ukucnęła i przywołała do siebie psa. Usłyszałam trzask, a pies skulił się przy kolanach malarki.
- Lucy! Wróciłaś do domu?
Usłyszałam, a zza drzwi wyszedł, ledwie trzymając się na nogach, mój ojciec. W jednej ręce trzymał butelkę piwa, a w drugiej, dymiącego się papierosa. Przełknęłam ślinę i uśmiechnęłam się.
- Tak, tato wróciłam.
Według umowy, kiedy tylko ojciec podpisze papiery, moim prawnym opiekunem staje się Melissa. A moi rodzice udadzą się na odwyk. Jeżeli się wyleczą, to będzie najwspanialsza rzecz na całym świecie. A poza tym, rodzice mają zapewnioną opiekę. Przynajmniej raz w tygodniu, ktoś do nich przyjdzie, zrobi zakupy i posprząta w domu.
Joey odchrząknął, wysunęłam dłoń, na znak, żeby się zatrzymał. Podeszłam do ojca i poprowadziłam go do sypialni, gdzie go położyłam. Melissa i Joey poszli za mną i przyglądali się całej sytuacji. Wzięłam od prawnika papiery i podałam je ojcu.
- Tato, możesz podpisać, wiesz dzięki tym papierom, będziemy mieli lepsze życie- powiedziałam, zastanawiając się właściwie czy to prawda.
- Będzie więcej wódki?- spytał, poczułam jak łzy spływają mi po policzkach.
- Tak, tato. Będzie- szepnęłam.
- A prochów dla matki?
- Też tatusiu.
Wziął do ręki długopis i podpisał niezdarnie cztery kwitki. Uśmiechnęłam się i przytuliłam go. Poczułam odór, starego kapcia, alkoholu i dymu papierosowego. Podałam papiery Melissie i wzięłam jedną walizkę. Spakowałam do niej wszystkie buty, ciuchy i kosmetyki. Do drugiej powkładałam książki, moje szkice i resztę rzeczy, wpakowałam jeszcze karmę Blupie'go i jego zabawki. Zapięłam obie torby, napisałam list do ojca, wyjaśniając mu całą sytuację, że niedługo ich odwiedzę i, że mimo wszystko ich kocham.
Wyszłam ze swojego pokoju. Ubrałam psa w szelki i smycz i podałam ją Joe'emu. Wzięłam list do ręki i położyłam ją na komodzie w salonie rodziców. Poszłam do kuchni i zobaczyłam śpiącą na krześle mamę. Łzy znowu popłynęły mi po policzkach, podeszłam do niej i mocno przytuliłam. Pocałowałam ją w policzek. Chwyciłam ramkę ze zdjęciami i wyjęłam jedno, gdzie byliśmy całą trójką na dworze w zimę. Miałam wtedy siedem lat i wszystko było jeszcze normalne. Schowałam zdjęcie do torby i ruszyliśmy do samochodu. Wpuściłam labradora na miejsce koło mnie, usiadłam, zapięłam pasy, Joey zapakował bagażnik, wsiadł do przodu, a Melissa odpaliła i ruszyliśmy na lotnisko. Jak się okazało Joey też mieszka w Londynie i oboje tu przyjechali tylko na weekend. Mieli bagaże już na tyłach samochodu.
Blupie położył mi głowę na kolanach, a ja spojrzałam w okno, równocześnie głaszcząc psa po łbie. Przymknęłam oczy. I odpłynęłam w ramiona Morfeusza.
***
Obudziło mnie dopiero trzaśnięcie drzwiami. Spojrzałam do przodu. Melissa siedziała w fotelu i patrzyła na lotnisko. Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła.
- No to jestem teraz twoją mamą- powiedziała, a ja się szeroko uśmiechnęłam.
- Na to wychodzi- zaśmiałam się.
- Jak tylko wrócimy do Londynu, zadzwonię do swojego siostrzeńca, musisz go poznać jest niesamowity i bardzo kochany- stwierdziła i wyszła z samochodu.
Chwyciłam smycz psa i wyszłam na parking. Okazało się, ze jesteśmy jakieś sto metrów od lotniskowego parkingu, a teraz stoję w wypożyczalni aut. Joey podał mi jedną moją walizkę, sam wziął jedną moją i swoją, a Melissa chwyciła swoją, Szybko zapłaciła i ruszyliśmy w stronę lotniska.
Nawet nie kazali mi schować Blupie'ego. Tylko kupiliśmy bilety, przeszliśmy przez odprawę i parę minut później siedzieliśmy w samolocie. Pie najwidoczniej zachwycony tym, że ma własny wielki fotel, jedyne co mogło mu nie pasować to, to, że musi być przypięty pasami.
 Usłyszałam głos pilota, a po chwili samolot zaczął toczyć się po pasie, nabierając prędkości tak gwałtownie, jakby nie mógł doczekać się chwili, gdy znajdzie się w powietrzu.
Na lekcjach fizyki kiedyś nam tłumaczono, jak wygląda start samolotu. Po uzyskaniu odpowiedniej prędkości, maszyna osiągała punkt bez powrotu- mogła jedynie unieść się w powietrze lub rozbić o ziemię, ponieważ fizyka uniemożliwiała jej bezpieczne zatrzymanie.
Silniki samolotu były tak potężne, że nawet nie poczułam kiedy koła pojazdu oderwały się od pasa startowego, ale widząc, jak ziemia znika za oknami, odruchowo chwyciłam się stolika. Pod nami rozciągnął się krajobraz rozświetlonych ulic USA, które zniknęły wkrótce pod grubą warstwą chmur.
***
Po kilku godzinach lotu, zauważyłam, że zamiast słońce powinno wstawać, ono zachodzi. Zdziwiłam się, to znaczyło, że nie byliśmy już nawet na półkuli w której się wychowałam, to takie dziwne. Całą drogę słyszałam, płacz dzieci, albo chrapanie ludzi. Melissa oglądała jakieś czasopismo, a Joey, sprawdzał coś w swoich papierach.
Wstałam, przepchnęłam się koło Mel i Joe i poszłam do tyłu, gdzie znalazłam toaletę. Schowałam się w niej i usiadłam na toalecie. Zakryłam twarz dłońmi.
A co jeśli po raz kolejny popełniłam błąd? Co jeśli coś pójdzie nie tak, jeśli Melissa mnie wyrzuci, a ja już się przywiążę i będę musiała wracać do Seattle. Pomyślałam o Matt'cie, Caroline, Yale, Tomie,  Jerry'm i Patriku. Zostawili mnie. Pewnie teraz się dobrze, bawią nie zwracając uwagi na to gdzie się znajduję.
Wyjęłam telefon z kieszeni, wyszłam z łazienki, słysząc ciche pukanie. Usiadłam z powrotem na swoje miejsce, przystawiłam komórkę do okna i pstryknęłam fotkę, gdzie było widać tylko angielskie wsie i skrzydło samolotu... zaraz, zaraz! Angielskie wsie! Jesteśmy już w Anglii!
Szybko dodałam zdjęcie na twitter'a, podpisałam je: "Najlepsza podróż w moim życiu! Zamykam rozdział, aby wiedzieć co stanie się w następnym! LONDON CITY!".
Schowałam smart fona do kieszeni i czułam jak zniżamy się. W pewnym momencie, ucho mi się zatkało, tak, że nie słyszałam zupełnie nic co mówił pilot, a potem koła, zaczęły toczyć się po pasie startowym, maszyna zakręciła, zrobiła dużo kółeczko i powoli zwalniała. Po chwili wszyscy zaczęli bić brawa. Zaczęłam się śmiać i dołączyłam do reszty. Silniki zgasły, a pracownicy, zaczęli podjeżdżać ze schodami do otworów w samolocie. Melissa i Joey wstali jako pierwsi. Kobieta podała  mi dłoń, którą ujęłam, chwyciłam smycz Pie i pociągnęłam go za sobą.
Po chwili byliśmy już po odprawach, bagaże trzymaliśmy w rękach. Melissa, akurat zaczęła dzwonić do swojego siostrzeńca. Rozejrzałam się trochę po lotnisku, kiedy zauważyłam drogerię. Uśmiechnęłam się i szturchnęłam lekko szatyna. Spojrzał na mnie zaciekawiony, tak jakbym w ogóle nie wiedziała co się wokół niego dzieje. Uśmiechnęłam się do niego na co on odpowiedział tym samym.
- Pożycz mi dziesięć funtów- poprosiłam.
- Po co?- spytał.
- Chcę zrobić Mel niespodziankę. Nie dąsaj się tak, mam trochę dolarów, jak je wymienię, to ci oddam, no.
Mężczyzna westchnął, wyjął portfel i podał mi dziesięć funtów. Uśmiechnęłam się do niego jeszcze bardziej, podałam smycz i ruszyłam ku drogerii. Poszłam do działu z farbami do włosów, zauważyłam czerwoną farbę z całkiem dobrej firmy i bez zastanowienia ją wzięłam, po drodze chwyciłam jeszcze eyeliner i zapłaciłam za zakupy. Eyeliner schowałam do kieszeni, a farbę do walizki.
Melissa już rozmawiała z Joe'em. Uśmiechnęła się na mój widok i poprowadziła nas ku wyjściu. Zabrałam Blupie'ego i ruszyłam za nią. Wpakowałyśmy swoje torby do bagażnika naszej taksówki, a Joey po pożegnaniu się z nami ruszył ku swojej. Usiadłam z tyłu, Blue usiadł mi na kolanach, a obok nas Mel.
Malarka podała adres, mężczyźnie, a ten ruszył z piskiem opon. Rozmawiałam z "ciotką" o wszystkim i o niczym. Miałyśmy tyle wspólnych tematów, że aż ciężko uwierzyć, że wcześniej się nie poznałyśmy.
- Mój siostrzeniec przyjedzie do nas jutro rano. Chce cię tak bardzo poznać- powiedziała, na co ja się zarumieniłam.
W końcu taksówka zatrzymała się przed pięknym wielkim domem, z niesamowitym ogrodem. Wysiadłam i rozejrzałam się dookoła. Dom był dwupiętrowy, cały z drewna, a w salonie i kuchni zamiast ścian z cegieł były z szyby. Weszłam po schodkach, altanka była piękna, kolumna podtrzymująca pierwsze piętro była z marmuru, a pod pokojem na górze, w suficie były dwa metalowe drążki, z których zwisała wielka, naprawdę wielka huśtawka. Ogród był zadbany, przed drzwiami stała niewielka fontanna z aniołkiem, z którego wylewała się woda. Wokół fontanny, były żwirowa droga, przy brzegach przyozdobiona krzakami róż, chyba niebieskich i czerwonych. a krzaczkami był czysty, świeżo skoszony trawnik, a potem musiałabym iść dalej w ten mrok, więc zrezygnowałam. Chwyciłam walizkę i przywołałam do siebie psa. Pobiegliśmy za Melissą, która otwierała wielkie drewniane drzwi.
Weszłam do domu. Na ścianie po lewej był wieszak na kurtki, a dalej w korytarzu, jak podejrzewałam chyba łazienka.
- Chodź oprowadzę cię- szepnęła Mel.
Ruszyłam za nią w wąski korytarz po lewej, oddzielony ścianą od całej reszty domu. Jak się spodziewałam była tam łazienka, gabinet Mel i jej kącik artystyczny. Przeszłyśmy z powrotem korytarzem, a po chwili zobaczyła ruch koło mnie. Wystraszyłam się i pisnęłam. O mało co się nie przewróciłam. Okazało się, że wystraszyłam się własnego odbicia w lustrze. Ciotka się zaśmiała i ruszyła dalej, kiedy wyszłyśmy z korytarza przeszła w głąb dalej mieszkania. Największe pomieszczenie było to za korytarzem. Wielki salon, z drewnianą podłogą, wymalowany na beżowo, stała w nim beżowa sofa, na ścianie wisiał telewizor, pod nim stała ciemna komoda, z grami stereo, W drugim końcu pokoju widziałam cztery zapchane książkami regały, przed nimi stały dwa fotele, tego samego koloru co sofa, a pomiędzy nimi stała szklana ława. Na ścianach było pełno obrazów, a w kątach gdzie nigdzie stały rzeźby. Przeszliśmy dalej i zobaczyłam, że kuchnię od salonu niewielka wysepka. Kuchnia była wymalowana na zielono, jasne panela na podłodze i mniej więcej w podobnym kolorze były szafki. Na wysepce była kuchenka, a z drugiej strony krzesła przy blacie, gdzie można było zjeść śniadanie czy obiad.
Kolejne drzwi prowadziły do jadalni, tak przynajmniej powiedziała mi Mel. Wróciłyśmy do wejścia i poszłyśmy w prawo, gdzie były schody na górę. Tutaj było pełno drzwi. Melissa pokazała mi gdzie jest jej sypialnia, a gdzie moja. Mówiła, że mam pokój z łazienką więc mogę tam ustawić swoje rzeczy.
- Dziękuję- powiedziałam i przytuliłam się do kobiety. Odwzajemniła uścisk i poklepała mnie po plecach.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
Weszłam do swojego pokoju. Był wymalowany na jaskrawy zieleń, na jednej ze ścian była fototapeta z Nowym Jorkiem. Łóżko było w kolorze pudrowego różu. Szafa, biurko, komoda i regał, były z ciemnego drewna. Westchnęłam i ległam na łóżko. Poszperałam w torbie i wyjęłam pidżamę i farbę do włosów. Blupie już leżał na moim łóżku.
Poszłam się umyć. Na początek zmyłam z siebie makijaż, wyszorowałam zęby i przemyłam twarz. Weszłam pod prysznic i zaczęłam ścierać z siebie warstwy brudu i pozostałości sprzed kilku dni.  Umyłam włosy swoim truskawkowym szamponem. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam. Jeszcze raz umyłam zęby. Czułam w ustach smak narkotyków i alkoholu. Zmywałam z siebie ostatnie wspomnienia z rodzicami. Ubrałam się w skromną za dużą bluzkę z reprezentacji Jankesów. Koszulka sięgała mi połowy ud, więc nie widzę problemu, zęby w niej nie spać. Zdjęłam ręcznik z głowy i zaczęłam nakładać na włosy farbę. Po kilku minutach usiadłam przy laptopie, który leżał na biurku. Otworzyłam konto na twitterze.
Zauważyłam wpis Nialler'a Horana, zaśmiałam się i przeczytałam: "Ciocia wróciła, wujaszek wrócił, lecę spać, do jutra twitty!".
Poszperałam jeszcze trochę w internecie, kiedy zorientowałam się, że powinnam już zmyć farbę z włosów. Wysuszyłam, teraz ognisto czerwone włosy i związałam je w kłosa. Po chwili już leżałam razem z Blupie'm w łóżku i smacznie spaliśmy.
_____________________________________________________
Okej, już jest rozdział trzeci *.* Zmiany w życiu Lucy, obracają się o 180 stopni, co wy na to? :)
Dziękuję wam za miłe słowa, naprawdę motywują, a w następnym rozdziale, tak długo wyczekiwany przez nas moment :D Czyli, nasi chłopcy <3
Jeśli przeczytałeś, to zostaw po sobie komentarz, to dla was chwila, a dla mnie naprawdę wielka motywacja, na następne rozdziały *.*
~Evil Queen 

10 komentarzy:

  1. Nooo czekam czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Omal się nie popłakałam.........normalnie miałam łzy w oczach ;(
    świetny rozdział........dawaj szybciutko nexta :)


    @si@9919

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję <3
      Następny już niedługo :*
      ~Lady D.

      Usuń
  3. Kolejny cudowny rozdział... Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę bardzo dziękuję <3
      ~Evil Queen

      Usuń
  4. Bardzo dobrze piszesz. Masz talent muszę ci powiedzieć :D Twoje opowiadanie sprawia iż wierzę, że jeszcze na świecie jest jakieś dobro, za co bardzo ci dziękuję! Mam nadzieję, że szybko dodasz następny, bo nie mogę się doczekać!
    <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę dziękuję, za tak miłe słowa *.*
      O to mi mniej więcej chodzi, no, ale wszystko w swoim czasie :)
      Następny już niedługo, jestem w trakcie pisania :D
      ~Lady D.

      Usuń
  5. W następnym chłopacy :D Nareszcie ^^ Nie mogłam się ich doczekać <3
    Fajnie gdy życie zmienia się tak o 180 stopni. Taka przygoda :D Ty, takie cos to nawet fajne ;D
    Dziękuję za komentarze na moim blogu :D Rozumiem Cie i staram się komentować przy każdym rozdziale :D
    A tobie życzę dużo weny i dobrych oraz bezpiecznych wakacji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz za co dziękować, naprawdę, spodobał mi się twój blog *.*
      Życie czasami musi się zmieniać :D
      Następny rozdział już niedługo :)
      Dobre wakacje to będą, ale czy bezpieczne to nie wiem ^.^
      ~Evil Queen.

      Usuń