piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 13.

W środowy wieczór, siedziałam w salonie przed jakimś żałosnym filmem. Na podłodze przede mną siedzieli Perrie i Zayn. Fabuła była bezsensowna, chłopak kocha dziewczynę, dziewczyna kocha chłopaka, ale wychodzi za jakiegoś innego, więc ten, żeby zwrócić na siebie jej uwagę, próbuje popełnić samobójstwo, potem z wyników badań wychodzi, że są rodzeństwem. Jednym słowem. Autor musiał być porządnie walnięty.
Słyszałam śmiechy dochodzące z kuchni, Louis i Eleanor gotowali dla nas kolację. Sądząc po ich umiejętnościach kulinarnych, skończy się to bólem brzucha, a już zwłaszcza, kiedy są zdezorientowani, bo są blisko siebie i chichrają się z byle czego.
Przewróciłam oczami, a moja głowa zderzyła się ze stertą poduszek. Zayn spojrzał na mnie zza ramienia, uśmiechnął się lekko i poczochrał moje już i tak zmasakrowane włosy. Zaśmiałam się cicho. Spojrzałam na ekran. Ojeju, wyznają sobie miłość, nie martw się jutro rano go przy tobie nie będzie, zwieje do rodziców.
Do pokoju wszedł Harry. Włosy miał wilgotne, a twarz mu świeciła od wysiłku. Ktoś tu był na siłowni. Pomachał do nas. Kiwnęłam na niego głową, pobiegł do góry. Boże czy ona się właśnie tnie? Skrzywiłam się i schowałam twarz w puszystej poduszce.
Nie minęło dziesięć minut, a stał przy nas ogarnięty Styles. Podniosłam się do pozycji siedzącej, aby zrobić mu miejsce. Uśmiechnął się lekko i przysiadł. Poklepał swoje kolana, przegryzłam wargę i położyłam głowę na jego kolanach.
Film dobiegał końca,a ja czułam jak loczek bawi się moimi włosami. Popełnili samobójstwo, aby być w końcu razem w niebie, bez żadnych przeszkód. Czyżby podróba Romea i Julii? Na pewno dużo nastolatek będzie piszczało z jego powodu.
Kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe do pokoju z miskami weszli Lou z El. Tommo podał mi i Hazzie kolację, popatrzyłam niepewnie na ryż polany czerwonym sosem. Usiadłam, westchnęłam cicho i odrobinę spróbowałam. Zee, Perri i Harold patrzyli na mnie z uniesionymi brwiami, czekając na reakcję.
Zachłysnęłam się, ostre, ale nawet dobre. Uniosłam kciuk do góry, a reszta zaczęła jeść. Pojawiły się pierwsze reklamy, a do pokoju wróciła para. Lou usiadł na fotelu, a Eleanor mu między nogami na ziemi. Przewróciłam oczami i wróciłam do jedzenia.
- No to kto zmywa?- spytał się Lou, przyglądając się to mi i loczkowi, to Mulatowi i blondynce.
- Robicie wojny o zmywanie, skoro to problem to ja pozmywam- westchnęłam i wstałam z sofy.
- Pomogę ci- szepnął Hazza.
Zabrał naczynia do kuchni, a ja napuściłam wody do zlewu. Chwyciłam pierwszą miskę i porządnie ją wymyłam, podałam ją chłopakowi, który ją wytarł. Reszta poszła rutynowo. Ja myję, Harry wyciera. No, ale przy ostatniej musieliśmy coś odwalić, no bo jakżeby inaczej. Styles chwycił płyn do mycia i wylał mi go trochę na bluzkę. Pisnęłam i zaczęłam się rzucać na niego.
Śmialiśmy się jak opętani, cali od piany, machałam w stronę loczka zwiniętym ręcznikiem, a on lał płynem gdzie popadnie. Ciekawa jestem co zrobi kiedy się skończy. Podeszłam do niego, ale jak na moje szczęście, pośliznęłam się, wpadłam na niego i oboje wylądowaliśmy na ziemi.
Nie mogliśmy przestać się śmiać. Sturlałam się z niego, zakryłam sobie twarz dłońmi, czułam jak zaczyna boleć mnie brzuch od śmiechu. Chłopak szturchnął mnie lekko łokciem, spojrzałam na niego, poruszył zabawnie brwiami na co znowu wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem.
- Nie przeszkadzamy?
Spojrzałam na drzwi, gdzie stali Liam z Sophią oraz Matt z Danielle. Pokręciłam przecząco głową, cicho się śmiejąc. Sophia pomogła mi się podnieść, przez co prawie, nie wylądowałyśmy obie na ziemi.
Payne podtrzymał nas obie, a Stone, pomógł Harry'emu. Popatrzyłam po sobie. Świetnie cała w płynie do naczyń. A kuchnia, jeszcze gorzej wyglądała. Wzięłam mopa i  wiadro i zaczęłam powoli wycierać podłogę. Styles się skrzywił, ale zaczął ścierać płyn z szafek.
Popatrzyłam na zdziwioną Smith, uśmiechnęłam się do niej i uniosłam lekko brwi. Nałożyłam im kolacji do misek i podałam.
- Ale wy to zmywacie- zaśmiałam się.
Kiedy kuchnia wyglądała już przyzwoicie poszłam do swojego pokoju. Chwyciłam bieliznę i udałam się w stronę łazienki. Weszłam pod prysznic, pieniąc się od płynu. Wyszorowałam włosy szamponem truskawkowym, owinęłam się w ręcznik i wyszłam.
Wytarłam zaparowane lustro przyglądając się swojemu odbiciu. Worki pod oczami, które zniknęły od ponad tygodnia, mokre włosy, spierzchnięte usta, różowe policzki, na których odznaczało się parę piegów.
Pokręciłam z irytacją głową, westchnęłam i założyłam bieliznę. Umyłam twarz i nałożyłam na nią krem. Wyszorowałam zęby i poszłam do pokoju, chwyciłam czarne z obniżanym krokiem i wąskimi nogawkami dresy, które po chwili spoczywały na moich biodrach, wzięłam luźną bluzkę z reprezentacji FC Barcelona. Rozczesałam włosy, związałam je w luźnego warkoczyka i zeszłam na dół.
W salonie słyszałam śmiechy, no pewnie, a mnie to już nie zawołają. Blue przybiegł do mnie i naskoczył na mnie. Podtrzymałam się poręczy, aby nie upaść. Zaśmiałam się, podrapałam go za uchem i poszłam dalej. Zayn, Perrie, Dan i Matt siedzieli na sofie. Liam, Sophia, Eleanor i Lou siedzieli na podłodze przed komputerem, Hazza siedział na oparciu kanapy. Spojrzałam na nich jak na idiotów, kiedy usłyszałam głos Horana.
Nie mam ochoty z nim rozmawiać, no za nic w świecie. Jestem na niego naprawdę zła. El spojrzała na mnie i pokazała, że mam przyjść. Przewróciłam oczami, podeszłam do niej i lekko przysiadłam. Na ekranie widniał blondyn z wielkim uśmiechem na twarzy. Pomachałam w jego stronę.
Słyszałam jak coś mówią, ale nie obchodziło mnie to, czułam jak odpływam. Położyłam głowę na ramieniu Calder i po chwili zasnęłam.
[Louis Tomlinson]
- Zasnęła- usłyszałem El.
Spojrzałem na nią zdezorientowany, no bo kto mógł zasnąć, kiedy opowiadam dowcip? Uniosłem do góry brwi, a ona wskazała na Cane. Uśmiechnąłem się lekko.
- W końcu- szepnęła Sophia- nie spała porządnie od jakiegoś tygodnia.
Matthew zaczął brać ją na ręce, ale ona coś mruknęła i wtuliła się w Eleanor. Zaśmialiśmy się, a Stone musiał usiąść, bo prawie nie wytrzymał ze śmiechu. Kręcił głową i powoli znowu spróbował ją podnieść, tym razem przytrzymałem szatynkę ramieniem. Udało mu się, poszedł z nią na górę.
Kilka minut później do salonu weszła Melissa, a za nią Joe. Uśmiechnęli się do nas, a Frost od razu zaczął rozmawiać z Niall'em.
- Gdzie Lucy?- spytała blondynka.
- Śpi- szepnąłem.
- Nas nie będzie przez dwa dni, możecie jej przekazać, że ma w piątek rozmowę w akademii artystycznej imienia Picassa?- spytała.
Wytrzeszczyłem oczy, podobnie jak reszta towarzystwa. To jedna z najlepszych uczelni artystycznych w Londynie, to zdecydowanie najlepsza szkoła artystyczna, są tam wszystkie wydziału, takie jak plastyka imienia Picassa, aktorstwo imienia Marilyn Monroe, wydział literacki Williama Shakespeare'a, albo muzyczny Ludwig'a van Beethoven'a.
- Jasne- zająknął się Liam.
Nigdy nie mówiliśmy w tym domu o prestiżowych szkołach. Nigdy, to była nowość. A Lucy znając życie, będzie się spierać.
- Dobrze wiecie, że się nadaje, jest świetna- szepnęła Mel.
Przytaknęliśmy, a ona poszła w stronę kuchni. Joey cały czas omawiał coś z Horanem, w ogóle jakby świata poza nimi nie było. Wyglądają jak zakochanće, co jest naprawdę przerażające.
- No to w sobotę będziesz?- spytał Frost.
- Jasne. Będzie świetnie- zaśmiał się blondyn.
Brunet przytaknął wstał od komputera i udał się za James. Popatrzyłem na Niall'a, wzruszył ramionami i zaczął wsuwać orzeszki. Ten jak zwykle coś wcina. Przewróciłem oczami, poczułem jak Eleanor kładzie mi głowę na ramieniu. Kolejna nam przysnęła? Uśmiechnąłem się, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do naszego pokoju.
[Lucy Cane]
Usłyszałam dźwięk dzwonka na dzień dobry, no chyba sobie ze mnie kpicie. Zaczęłam szukać telefonu pod poduszką z cichą nadzieją, że w między czasie znowu odpłynę. No, ale nic z tych rzeczy. Odblokowałam klawiaturę i zaczęłam czytać wiadomość
"Słonko już wstało, a ty? Dzień dobry."
Spojrzałam na nadawcę, a na moich ustach pojawił się lekko widoczny uśmiech. Co nie zmienia faktu, że jestem na niego zła.
"Właśnie mnie obudziłeś. Dzień dobry."
Szybko wystukałam na klawiaturze. Wysunęłam się z pościeli, czując ciężar pod nogami. Na końcu łóżka, przysypiał słodko Matthew Stone. Zaśmiałam się, pocałowałam go lekko w policzek i podeszłam do szafy.
Wzięłam z niej krótkie białe spodenki, szary sweterek z myszką Minnie i białe conversy, które już powoli przestawały być białe. Mruknęłam na samą myśl, o ich czyszczeniu.
Poszłam do łazienki, ubrałam się i zaczęłam czyścić trampki. Nie zajęło mi to długo, może z piętnaście minut, szybko je wsunęłam na nogi, wzdrygnęłam się, bo materiał był odrobinę mokry. Związałam włosy w luźnego koka, umyłam zęby i wyszłam. Blue pobiegł za mną. Zostawiłam śpiącego Matta w swojej sypialni, a schodząc na dół odczytywałam kolejną wiadomość od blondyna.
"Przepraszam, że cię obudziłem, przepraszam, że się nie odzywałem."
Wywróciłam oczami, usiadłam na blacie w kuchni, wyciągając przy okazji z lodówki jogurt.
"Właściwsze przeprosiny powinny brzmieć: Przepraszam, że ci nie powiedziałem, że wyjeżdżam."
Wysłałam i zaczęłam powoli jeść malinowo-jagodową mieszankę. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał dziewiątą rano. Co za śpiochy w tym domu, wrzuciłam łyżeczkę do zmywarki, w sumie nawet nie wiem, dlaczego o tym nie pomyśleliśmy wczoraj z Hazzą.
Kolejny dźwięk informujący o nowej wiadomości. Odblokowałam klawiaturę, pokazała się tapeta mnie, Lou i Eleanor, uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam odczytywać wiadomość.
"Jesteś zła?"
Parsknęłam śmiechem i zaczęłam się zastanawiać nad odpowiedzią. Czy jestem zła? Prawie roztrzaskałam się na ulicy, jadąc samochodem, moja cholerna podświadomość, zaczęła się odzywać o jakieś trzy razy częściej niż zazwyczaj, Ross nie daje mi spokoju, a ty mnie zostawiłeś, jestem zła?
"Jak cholera."
Odpisałam. Udałam się w stronę salonu, opadłam na sofę, włączyłam telewizor i wybrałam kanał z bajkami Disney'a. Fajnie czasami jest tak poleżeć, pooglądać jakieś dziwne seriale na tym kanale, albo bajki. Wtedy czujesz się tak beztrosko, jak dziecko, Nic cię nie dotyczy. Jesteś tylko widzem. To oni się martwią i męczą.
Ten błogi stan przerwał mi podwójny dzwonek, chwyciłam telefon, z cichym jęknięciem. Odczytałam pierwszą.
"Lubisz niespodzianki? Wszystko wokół niedługo będzie jak jedna wielka niewiadoma. Ale nie przejmuj się kochanie, masz mnie. 
Ross."
Palant, palant, palant i jeszcze raz palant. Daj mi żyć człowieku, a poza tym skąd ty to wszystko do cholery wiesz? Zaczęłam czytać drugą wiadomość, od Niall'a, na całe szczęście.
"Co mogę zrobić, żebyś mi wybaczyła?"
Popatrzyłam chwilę na telewizor. Nie wiem, co, nie jestem dobra w tych miłosnych klockach, a zwłaszcza w tych uroczych, przesiąkniętych słodyczą wiadomościach.
"Zaskocz mnie"
Odpisałam i wróciłam do oglądania telewizji.
***
Cały dzień zleciał mi na kanapie na wymienianiu wiadomości z Irlandczykiem. Od czasu do czasu, Ross też dał o sobie znać. Dom był wyjątkowo pusty, parę razy pokręcił się przy mnie Matt, ale w końcu razem z Danielle udali się do galerii.
Ostatnio między nimi, zaczyna się coś dziać, jeszcze nigdy nie widziałam Matta, żeby tak patrzył na dziewczynę. A wiele razy zdawało mi się, że jest na zabój zakochany. Peazer nie jest taka zła, dobrze mi się z nią dogadywało, po tej całej aferze z Horanem. Przeprosiłyśmy się nawzajem. No, bo trzeba przyznać, że wina leżała po obu stronach.
Sophia i Liam pojechali do rodziny dziewczyny. Eleanor i Louis, razem z Harry'm pojechali do studia, gdzie będzie nagrywany teledysk do piosenki chłopaków. A Zayn i Perrie, poszli na próbę do dziewczyn z zespołu blondynki. No, a Mel i Joe, pojechali coś załatwiać w ramach filmu chłopaków. Więc zostałam sama.
Ktoś zadzwonił do drzwi. Podniosłam się z sofy, kogo tu niesie? Powłóczyłam się w stronę wejścia. Od kluczyłam zamek, za drzwiami stał wysoki mężczyzna ubrany w żółty mundur, a w dłoniach trzymał wielki bukiet czerwonych róż.
- Panna Cane?- spytał.
Skrzywiłam się na słowo "panna", mam siedemnaście lat, to chyba jasne, że panna. Przytaknęłam, on podał mi papierek do pokwitowania , podpisałam go, a po chwili w ręce miałam bukiet.
Przyglądałam się mu, był taki piękny. Poszłam z nim do kuchni, nalałam wody do wazonu i je do niego wsadziłam. Po środku zauważyłam białą karteczkę. Wzięłam ją i zaczęłam czytać.
"Kiedy słońce zachodzi, na świecie zaczyna królować ciemność, niewinność zostaje zastąpiona przez żądzę.
Kiedy je zobaczyłem, od razu przypomniały mi o tobie, o kolorze twoich pięknych włosów, czyż nie?"
Nie podpisane? Ross czegoś takiego by mi nie wysłał, przecież on lubi mnie nękać, a nie prawić komplementy. Schowałam liścik do kieszeni, a kwiaty postawiłam na stole w salonie.
Niecałe dwadzieścia minut później do domu wrócili Harry z Louisem i Eleanor. Śmiali się przy tym jak małe dzieci. Kiedy weszli do pokoju, dziewczyna od razu pisnęła zachwycona i zaczęła oglądać kwiaty.
- Od kogo one są?- spytała.
- Nie mam zielonego pojęcia- sapnęłam, a obok mnie przysiadł Lou.
- Cichy wielbiciel?- zaśmiał się Tommo.
- Śmiej się śmiej. Ty mi nigdy nie zrobiłeś takiej niespodzianki- mruknęła Els.
- No  świetnie, dzięki kimkolwiek jesteś, ale właśnie mam przejebane u swojej dziewczyny- szepnął Lou.- A tak poza ty młoda, jutro masz rozmowę w akademii sztuk pięknych Picassa.
Wytrzeszczyłam na niego oczy, a on się uśmiechnął. Gdzie? Czy on powiedział Picassa? Ta londyńska uczelnia? Ta cholernie prestiżowa szkoła?
- Co?- zająknęłam się.
- To co słyszałaś młoda- uśmiechnął się.
- Chyba idę się położyć- wyjąkałam.
Wstałam i poszłam na górę. Od razu położyłam się na łóżko i zaczęłam piszczeć w poduszkę. O mamuniu. To marzenie, każdego, każdego kto jara się malowaniem. Szybko się ogarnęłam i udałam się w krainę Morfeusza.
***
Kiedy nagle marzenia się spieniają, poranki robią się o wiele lepsze. Przyjemniejsze. Nic ci nie jest w stanie tego popsuć. A już zwłaszcza, kiedy jest się w drodze do jednej z najlepszych szkół plastycznych. Po staniu w korkach, w końcu zaparkowałam na parkingu przy uczelni.
- Przepraszam czy panna, Lucinda Cane?- usłyszałam czyjś głos.
Odwróciłam się i zobaczyłam kobietę ubraną w żółty mundur, trzymającą duży bukiet białych róż. Przytaknęłam, przestraszona, że na środku ulicy, kurier wręcza mi kwiaty. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie. Tak jak jej poprzednik dała mi papierek do pokwitowania, podpisałam go szybko i odebrałam od kobiety kwiaty.
Powąchałam je i lekko się uśmiechnęłam. Poprawiłam kosmyk włosów, opadający mi na twarz, kiedy chciałam je włożyć do bagażnika, zauważyłam jak wypada z nich karteczka. Uśmiechnęłam się lekko, zamknęłam samochód i z liścikiem w ręce zaczęłam iść w stronę nowoczesnego budynku.
"Wystarczy jeden krok, by oddać się w ich władanie. Rozpalić w sobie dzikość, raz rozpalonej nie da się ugasić.
Te przypominały mi twoją skórę, śnieżnobiałą, idealną"
Poczułam dreszcze przechodzące mi po plecach. Mam już dwa. Czyżby nieznajomy, mógł wymyślić coś jeszcze? Weszłam do szkoły, a przy wejściu od razu była recepcja. Schowałam liścik do torebki.
- Dzień dobry, przepraszam, którędy do dyrektora wydziału sztuk pięknych Picassa?- spytałam grzecznie, zdecydowanie za grzecznie jak na mnie.
- Dzień dobry- przywitała się ze mną szatynka, siedząca za ladą- dyrektor Laionel, drugie piętro gabinet numer sto dwadzieścia osiem.
- Dziękuję.
Ruszyłam w stronę wyznaczonego miejsca. Już za chwilę, mogę dostać się do tej szkoły, ale czy na pewno do niej pasuje? Czy jestem wystarczająco dobra? A co jeśli mnie wyśmieje i powie, ze nie mam żadnego talentu. Bo nie oszukujmy się, oprócz, szkiców, malowania, nie mam nic innego co kocham robić, potrafię robić nic i zadymę.
Zdenerwowana zapukałam w drzwi od gabinetu, usłyszałam ciche zaproszenie, nadusiłam na klamkę i weszłam do gabinetu.
___________________________________________
Po pierwsze kochani trzynaście komentarzy w zaledwie dwadzieścia cztery godziny? Jesteście niesamowici i bardzo się cieszę, że aż tylu was jest <3
Od razu jak zobaczyłam tą ilość komentarzy, to chciało mi się pisać i nawet muszę wam powiedzieć, że chyba aż tak źle mi nie wyszedł rozdział :)
Chcieliście, żeby się Horan pomęczył, no to proszę bardzo. Męcz się Horan, nie ma zmiłuj. 

Kolejny rozdział powinien pojawić się w poniedziałek, ale to wszystko od was zależy :D
Więc komentujcie, może teraz tak 15 komentarzy? ^.^

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ. 
Taka prosta zasada *.*
A teraz jak myślicie, Lucy dostanie się na uczelnię? 

Od kogo dostaje te kwiaty? 
Co planuje Joey? 
Czekam na wasze opinie :*
AJ LOF JU GAJS <3 

~Evil Queen.




czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 12.

[Niall Horan]
Obudził mnie dzwonek mojego telefonu. Zacząłem szukać go pod poduszką, słysząc jak robi się coraz głośniejszy. W końcu znalazłem go, spojrzałem na wyświetlacz. Trzecia w nocy, a ona do mnie dzwoni. Westchnąłem i odebrałem.
- Halo?- powiedziałem nie poznając swojego głosu.
- Przepraszam, że cię obudziłam- mruknęła cicho do słuchawki.
- Coś się stało Danielle?
- Ja tak dłużej nie mogę. Przepraszam Niall, ale to nie jest dla nas dobre- mówiła.
Odetchnąłem, przetarłem dłonią oczy i czułem jak na moich ustach pojawia się uśmiech. Matt, działa cuda, a ona do niego legnie jak ćma do ognia, muszę temu facetowi podziękować.
- Też tak sądzę, to nigdy nie powinno się stać, jesteś moją przyjaciółką, nie chce tego niszczyć- szepnąłem.
- Czyli zgoda? Nic się między nami nie zmieni, nadal jesteśmy przyjaciółmi?- spytała.
- Jasne Lani. Tak jakby ostatni tydzień nie istniał- zaśmiałem się.
- Dziękuję Niall. Dobranoc.
- Słodkich snów Danielle.
Odłożyłem telefon i z powrotem próbowałem udać się w ramiona Morfeusza. Niestety na marne. Nie byłem już śpiący. Wstałem i ruszyłem na dół. Nie będę bezczynnie leżał w łóżku. W kuchni paliło się światło. Wszedłem tam i zobaczyłem siedzącą na blacie Lucy, z butelką wody. Uśmiechnęła się do mnie.
- Znowu nie śpisz?- spytałem, a ona przytaknęła.
Głupie pytanie Horan, skoro tu jest, to raczej wiadomo, że ni śpi.
- A ty? Czemu nie śpisz?- zapytała.
Zdziwiłem się, wczoraj, jeszcze nie interesowało ją to czy śpię, czy nie. I był obojętna na wszystko co się wokół mnie działo.
- Rozmawiałem z Danielle i jakoś odechciało mi się spać- wzruszyłem ramionami.
- Słodziliście sobie?- spytała z uśmiechem biorąc łyk wody.
Zaśmiałem się, pokręciłem przecząco głową. Popatrzyłem jej w oczy. Po raz pierwszy widzę w nich czysty błękit, a nie mroczną czerń.
- Można powiedzieć, że zerwaliśmy- powiedziałem.
- Dlaczego?
- Nie kochamy się, nie kocham jej tak jak...- przerwałem, uświadamiając sobie, że prawie się wygadałem.
Jeszcze się nawet sam przed sobą nie przyznałem, ale jak chyba niesie mi się to na język, kiedy jestem senny, to już jest coś. Czy przyznałem się do tego, że na zabój zakochałem się w małym rudzielcu?
- Jak kogo?- pytała dalej.
- Nigdy nie widziałem cię bez soczewek, masz piękne oczy- szepnąłem, starając się zmienić temat.
Dziewczyna zeskoczyła z blatu i zaczęła iść w moją stronę. Przystanęła parę kroków ode mnie, uśmiechnęła się i zaczęła bawić, sznurkiem z mojej bluzy. Pociągnęła go mocniej, zmuszając mnie do tego, abym się nachylił do niej.
- Dlaczego zmieniasz temat Niall? Wstydzisz się czegoś? Nie ładnie jest nie odpowiadać na pytania, mi możesz przecież powiedzieć wszystko, nie zapominając o tym, że nadal uważasz mnie za dziwkę- szeptała mi do ucha.
Chciała już ode mnie odejść, kiedy złapałem ją za biodra i przyciągnąłem do siebie. Spojrzałem na nią, w jej wielkie niebieskie oczy.
- Nie uważam, Lucy, nigdy bym tak nie mógł. Po prostu znam Harry'ego, sam bym za nim poleciał do łóżka- powiedziałem, a ona się uśmiechnęła.- Niczego się nie wstydzę i wiem, że tobie mogę powiedzieć wszystko, bo cię kocham.
Dziewczyna wytrzeszczyła na mnie oczy, spodziewałem się tego. Nie mogę oczekiwać,  że rzuci mi się w ramiona, powie mi to samo, pocałujemy się i będziemy żyć długo i szczęśliwie.
-Powtórz- szepnęła.
Uśmiechnąłem się lekko, widząc w jej oczach ogniki szczęścia. Pierwszy raz od tak długiego czasu, mogłem przypatrywać się jej oczom.
- Kocham cię- szepnąłem.
Widziałem jej dołeczki w policzkach, ukazane dzięki pięknemu uśmiechowi, który rozpromienił wszystko wokół. Zarzuciła mi ręce na szyję i wpiła się w moje wargi. Pogłębiłem pocałunek, podtrzymując ją w pasie. Czułem jak się uśmiecha, a nasze języki odnajdują się i toczą między sobą zawziętą wojnę. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, nasze nosy zaczęły się ze sobą stykać. Uśmiechnąłem się do niej, na co oddała gest.
- Kocham cię- szepnęła i pocałowała mnie krótko w usta.
Czułem jak serce zaczyna mi szybciej bić. Powiedziała to. Czułą do mnie to co ja do niej. A wszystko dzięki, Mattowi. Czy wspominałem, że ten koleś to cudotwórca? Chwyciłem ją za dłoń i poszliśmy na górę, odprowadziłem ją do jej pokoju. Oparła się plecami o drzwi, uśmiechnęła się szeroko. Cmoknąłem ją w usta.
- Kolorowych snów, aniołku- szepnąłem.
- Jeśli będą o tobie to na pewno będą kolorowe- powiedziała.- Dobranoc Niall.
Weszła do środka, zamykając za sobą drzwi, uśmiechałem się do siebie jak głupi. Czemu akurat dzisiaj jej to powiedziałem, dlaczego?
[Lucy Cane]
Czułam jak promienie słońca zaczynają bawić się po moim policzku. Brawo Lucy, zapomniałaś, zasłonić okno. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Leżałam w łóżku, przypominając sobie wydarzenia z kuchni. Na samą myśl, moje zęby zniewoliły dolną wargę.
Usłyszałam dźwięk dzwonka. Westchnęłam i chwyciłam telefon z nocnego stolika. Odblokowałam klawiaturę, pokazując tapetę mnie i Eleanor, razem z Louisem. Lucy jest niegrzeczna i przerwała im randkę. Zaśmiałam się i zaczęłam czytać wiadomość.
"Jeszcze się nie nauczyłaś, że nie można wierzyć w słowa rzucane na wiatr? Biedna, szkoda mi patrzeć na twoje cierpienie, kochanie.
Ross."
Zmarszczyłam brwi, a ten jak zwykle swoje. O co mu chodzi? Mam tylko nadzieję, że nasz pomysł się powiedzie, ale na to musimy trochę poczekać, więc trzeba znosić, te cholerne wiadomości. Wygramoliłam się z łóżka, poszłam pod szybki prysznic, owinięta w ręcznik, związałam włosy w luźnego koka, wyszorowałam zęby. Obrałam na siebie bieliznę, wzorzyste szare leginsy, luźną, szarą koszulkę, szare trampki i szarą narzutkę. Popatrzyłam na Blue, prezentując się, jakby mógł mi doradzić. Pies jedynie zasłonił pysk łapą i zaczął skamląc.
Mina mi zrzedła, ramiona opadły, a uśmiech zszedł z twarzy. Machnęłam ręką na psa, poszłam do łazienki i nałożyłam na twarz odrobinę BBcremu. Westchnęłam, pies zaczął szczekać jak oszalały i kręcić ogonem. Rozumiem, bez makijażu wyglądam jak zombie, bo jeszcze nie odespałam ostatnich pięciu nocy, ale nie musi mi robić, aż takich wyrzutów. Niech nie zapomina, że to ja go karmię.
Pokręciłam głową, schowałam telefon do kieszeni, wyszłam na korytarz. Zbiegłam po schodach, udając się do kuchni, gdzie siedziała już większość moich przyjaciół. Oczywiście, Matt i reszta została, bo wczoraj późno skończyliśmy omawiać sprawę z Rossem. Uśmiechnęłam się do nich. Podeszłam od tyłu do El i mocno ją objęłam.
- Elo, zombie księżniczko- zaśmiał się Tom.
- Już wytrzeźwiałeś?- odpyskowałam.
- Grzeczniej- warknął.
- W snach- powiedziałam patrząc na niego.
- Pamiętasz jak ostatnio się skończyło, jak mi pyskowałaś?- uśmiechnął się łobuzersko.
- Pamiętasz jak się poryczałeś, kiedy nie chciałam iść z tobą do łóżka?
- Byłem naćpany!
- Nie musisz się tym chwalić- wrzasnęłam.
Rick i Jerry zaczęli odciągać ode mnie chłopaka, a Yale i Caro, próbowały mnie uspokoić. Prawda jest taka, że od czasu, kiedy Tom, pierwszy raz mnie zgwałcił, nienawidzimy się, doszczętnie, bym go skopała, ale jako tako, że byliśmy przyjaciółmi, musimy trzymać się razem, niestety...
- Skopię ci ten zgrabny tyłeczek- warknął.
- Spróbuj, a skończysz bez fiuta- krzyknął Louis.
- Nie wtrącaj się- syknęłam.
Najlepiej, żeby z nich żaden się nie udzielał, to nasza zasrana sprawa, chociaż pomysł Lou mi się spodobał.
- Chociaż nie, z chęcią, bym ci ucięła twojego małego kompana- zaśmiałam się, a Tommo przybił mi piątkę.
- Pożałujesz.
- Czekam na to skarbie- mruknęłam, oblizując sobie przy tym wargi.
Chłopak się im wyrwał, podszedł do mnie. Patrzył mi w oczy, a ja w jego widziałam żądzę mordu, czy mogę to tak nazwać, no jasne. Widziałam swoje odbicie w jego tęczówkach. Uśmiechnęłam się na samą myśl, że wyglądam na pewną siebie. Wyminął mnie i wyszedł z domu.
Popatrzyłam na resztę, pokiwali głową z uznaniem. Westchnęłam i  usiadłam obok Liama. Szturchnął mnie w łokieć, a ja usłyszałam dzwonek. Wyjęłam telefon i zaczęłam czytać wiadomość od Matta.
"Jeżeli Ross nas obserwuje, to na pewno połknął haczyk. Jak sądzisz, będzie chciał przekabacić Toma, na swoją stronę?" 
Spojrzałam na Stone'a, który siedział niedaleko mnie. Przegryzłam wargę i poczułam smak krwi w ustach. Wzdrygnęłam się, napiłam wody i zaczęłam mu odpisywać.
"Jeśli jest tak głupi, jak go zapamiętałam, to na pewno od razy zeżarł haczyk, razem z robalem, który był na niego uczepiony"
Wysłałam, a Matt, po chwil, zaczął się śmiać. Uśmiechnęłam się do niego, on uniósł kciuk do góry. Liam, popatrzył na mnie, pokazałam mu wiadomości, chłopak też się zaśmiał i wrócił do jedzenia marchewki. Jedynym sposobem informowania się o przebiegu planu na Rossa, były esemesy. Bo Roisner może nas obserwował, ale na pewno nie sprawdzał naszych telefonów, to by się już dawno wydało.
Całość polegała na tym, że Ross, ma myśleć, że Tom, się z nami pokłócił. Wszystko wiedzący pan świata, miałby wtedy swojego "zakładnika", który mógłby przebywać w naszym towarzystwie i dostarczać mu co nowych informacji.
- A gdzie Niall?- spytałam.
- Nie mówił ci? Wyjechał dzisiaj do Irlandii, trzy dni temu urodził mu się bratanek, w urodziny Els- zaśmiał się Lou.
- Nie przypominajcie mi tej imprezy chyba do dzisiaj, mam po niej kaca- mruknęła Sophia.
Zaśmiałam się cicho, a w sercu czułam ukłucie.  W nocy wyznał mi miłość, a ja głupia mu zawtórowałam, chociaż te słowa, rzadko kiedy wypadały z moich ust. Ostatnio stałam się strasznie wylewna. To się robi obrzydliwe. Mogłam zliczyć na palcach ile razy powiedziałam komuś te słowa, od przyjazdu do Londynu zrobiłam to już trzy razy, a łącznie może z pięć? Źle z tobą Luc. Bardzo źle.
Do kuchni, weszła ciocia Mel, trzymająca za dłoń Joey'a. Udała odruch wymiotny, większość przy stole się zaśmiała. Wyszczerzyłam zęby do podopiecznych, a oni tylko przekrzywili głowy.
- Ty, do samochodu, już- powiedział Frost.
- Jezu, człowieku, żartowałam, nie musisz mnie od razu wywozić- mruknęłam.
- Będzie lekcja jazdy, a nie. Jutro odbierasz prawo jazdy, powołujące się na to ze Stanów, muszę wiedzieć, czy dobrze zrobiłem- jęknął Joe.
Zerwałam się na równe nogi i podeszłam do niego, uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, a on podał mi kluczyki.
- To twój nowy samochód- mruknął- nie roztrzaskaj się. Mel trzymaj kciuki, abyśmy przeżyli- szepnął, pocałował blondynkę w policzek i ruszył w stronę wyjścia.
- Jak mam patrzeć na takie słodzenie, codziennie rano, to specjalnie się postaram, aby wypaść z zakrętu- westchnęłam i poczłapałam za nim.
Wyszłam na zewnątrz, słońce pięknie świeciło i przygrzewało moją twarz, ale wrażenia z temperaturą związane, za dobre nie były. Popatrzyłam za mężczyzną, który kierował się w stronę srebrno-czarnego mini cooper'a.
Pisnęłam, pobiegłam do samochodu, szybko odblokowując drzwi i wsiadając do niego. Zapięłam pasy, patrzyłam się na Frosta, który niepewnie podchodził do pojazdu. Kiedy był w środku, odpaliłam silnik i ruszyłam przed siebie. Usłyszałam pisk, oznajmiający, że Joe jedzie bez pasów.
- Zapnij się, chyba, że chcesz ogłuchnąć- zaśmiałam się.
Zmieniłam bieg na piątkę i przyśpieszyłam wyjeżdżając na autostradę. Musiałam wyładować na czymś złość. Byłam zła na Horana, nie poprawka, ja jestem na niego zła. Czułam dłoń Joey'a na swojej. Spojrzałam na niego, uśmiechnął się lekko, a ja zmieniłam bieg na mniejszy.
- Nie myśl o tym co cię otacza, jeśli lubisz jeździć, myśl tylko o tym- szepnął.
- Jesteś pewny, że mówisz teraz o jeździe?- mruknęłam.
- Ta zasada tyczy się wszystkiego. Rozmawialiśmy z Mel i jeśli przeszkadza ci nasz związek, to może powinniśmy to zakończyć.
- Nie!- wrzasnęłam, ostro hamując.
Usłyszałam za sobą głośny klakson, pokazałam kierowcy za mną środkowy palec i zjechałam na pobocze. Popatrzyłam na mężczyznę, był mocno zdziwiony, albo przestraszony, co przy mnie na jedno wychodzi.
- Słuchaj, może i wydaję się wam naprawdę dziwna, no bo w sumie taka jestem, nie poradzę nic na to- mruknęłam, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.- I jeśli odebraliście coś nie tak, to przepraszam, bardzo chcę żebyście się spotykali, rany jesteście jak moi prawdziwi rodzice. Nigdy nic nie może stanąć na drodze prawdziwej miłości. Chce mieć taki wzór miłości, bo jeszcze nigdy nie miałam z nim do czynienia, a wy jesteście idealni.
- Naprawdę?
- Tak, a teraz wracajmy, bo roztrzaskam tych palantów na drodze- zaśmiałam się.
Mężczyzna odwzajemnił gest i złapał się oparcia. Przewróciłam oczami, odpaliłam silnik i wyjechałam z powrotem na ulicę. Na początku powoli, na co Joey się mocno zdziwił, ale kiedy zobaczyłam, że na drodze jest za spokojnie, od razu przyśpieszyłam. Zmieniłam bieg na szóstkę i jechałam. Omijając sprawnie inne samochody. Czułam się jak w swoim świecie. Wolna. Od dawna się tak nie czułam.
Zaśmiałam się cicho. Ostatnio jak jechałam autostradą, to gliny mnie goniły. Dziwne uczucie. Mogę jechać spokojnie, nie martwiąc się, że zaraz wyląduję na komisariacie, albo, że koło nosa przejdzie mi kupa szmalu. Zajechaliśmy na Oxford Street, kiedy usłyszałam dzwonek. Wzdrygnęłam się lekko, ale po chwili zobaczyłam, że Joey wyciąga swój telefon i przykłada do ucha.
Czuję się jakby coś ze mnie zeszło. Nienawidzę Rossa, za to, że zakłóca mi coś tak niesamowitego. Nienawidzę go za to, że pokazał mi to wszystko, czego nigdy nie powinnam, brać, pić, palić, robić. Nienawidzę go za to, że mnie wykorzystywał. Zatrzymałam się na światłach. Samochód przed mną zahamował, nawet nie uprzedzając. Szybko nadusiłam pedał i ledwo co wyrobiłam. Zatrąbiłam, na tego palanta. Uniósł dwie ręce do góry, przepraszając.
Westchnęłam i po paru minutach z powrotem ruszyłam lekko sunąc po asfalcie. Mijaliśmy ulice, patrząc na niektóre wystawy, mogę powiedzieć, że mieszkają tu cholernie dziani ludzie. Tak mniej więcej tacy jak Melissa i Joey. Podpowiadała mi podświadomość. No właśnie, przecież to drogie auto. Cholernie drogie. Przecież nie mogę go przyjąć. Już i tak dużo dla mnie zrobili. To byłoby za dużo. Dużo, za dużo.
Zaparkowałam przed fontanną. Wysiadłam, a Joe stał już przy mnie. Uśmiechnęłam się niepewnie i oddałam mu kluczyki.
- Auto jest świetne, ale nie mogę go przyjąć- powiedziałam.
- Dlaczego?- zdziwił się.
- No bo jest drogie- wytrzeszczyłam oczy.
- Co? Przestań. Może i kosztowało trochę, ale jak mamy ci dawać na taksówkę, codziennie po parę razy, albo wozić, to w końcu wyszłoby drożej. Poza tym widziałem jak jezdzisz, lubisz to, a pojutrze dostaniesz prawo jazdy, nie chcesz go wykorzystać?- no nie powiecie, że nie mówi sensownie.
Ja chce to auto. Ono jest cudowne. Jedyne w swoim rodzaju. No i zakochałam się w nim. Jesteś pewna, ze mówisz o samochodzie, Lucy?  Podświadomość mnie dzisiaj wykończy. Uczepiła się czy jak? A no tak, tak na pewno o SAMOCHODZIE. Prawda? Uśmiechnęłam się do Frosta, a on oddał mi klucze. Przytuliłam go.
Chyba się zdziwił. Mówiłam, że zrobiłam się cholernie wylewna? Co ze mną nie tak? Na łeb mi padło? Czy może już zwariowałam? Poczułam jego ramiona, wokół swojej tali. Oho, faza pierwsza- szok- za nami. Poszliśmy w stronę domu.
- Chciałem zrobić Mel niespodziankę- zaczął.
- Jaką?- Popatrzyłam zainteresowana na niego. No bo, jaką można zrobić jej niespodziankę, ma wszystko.
Mężczyzna wyjął z kieszeni granatowe pudełeczko. Zachłysnęłam się powietrzem. Tak w ogóle się da? Popatrzyłam na niego z wytrzeszczonymi oczami. Nie mogłam ukryć zdziwienia. No nie mogłam. No bo jeszcze niedawno byli, parą przyjaciół, którzy razem pracują, a teraz on pokazywał mi pierścionek zaręczynowy. Swoją drogą, jest piękny! Niall mógłby mi taki dać.
ZARAZ!
CO?
WRÓĆ!
TY WCALE TAK NIE POMYŚLAŁAŚ.
Ha! Mówiłam. Znowu ta durna podświadomość. To zbieg okoliczności, jestem zmęczona, to myślę o głupotach. To sensowne prawda? Jestem zmęczona muszę iść spać.
- No, Joey, ja jestem zaskoczona, a co dopiero ona. Kiedy chciałbyś się jej oświadczyć?
- W najbliższą niedzielę, chcę żebyśmy wszyscy zjedli taką uroczystą kolację- szepnął.
- Niall'a nie będzie- mruknęłam.
- Co? Jak to go nie będzie?- warknął.
- No, bo pojechał do rodziny, chyba, pamiętasz?- uśmiechnęłam się lekko.
- Przecież w poniedziałek zaczynają się zdjęcia do teledysku!- wrzasnął i z hukiem wszedł do domu.
Szybko pobiegłam za nim, złapałam za dłoń, z której wyrwałam pudełeczko i schowałam do kieszeni, akurat w momencie, kiedy do holu weszła Melissa. Odetchnęłam i poszłam do salonu.
Sophia i Liam siedzieli na sofie, a naprzeciwko nich w telewizorze leciała jakaś durna komedia romantyczna. Opadłam na fotel, zaczęłam przyglądać się parze. Uśmiechnęli się do mnie, przewróciłam oczami, wstałam, rozłożyłam ramiona i zaczęłam iść do pokoju.
- Wszędzie słodziaki. Wszędzie- krzyknęłam, a za mną rozniósł się śmiech Smith i Payne'a.
Zaczęłam iść po schodach, a w ich połowie, zobaczyłam Danielle i Matta. No właśnie o to mi chodzi! Pociągnęłam bruneta za kołnierz. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Mam cichą nadzieję, że nikt nie bzyka się w moim pokoju- warknęłam.
- Caro i Rick, tam wchodzili- mruknął.
- Po jakiego... Zaraz, a czemu razem?- zdziwiłam się.
- Bo Rick się w niej kocha?- zaśmiał się głupio.
- To wiem, a ona, co?
- Ona w nim też.
- A ty nie za mądry, czasem jesteś? Cześć Dan- odpyskowałam i pobiegłam dalej po schodach. Poczułam jego dłoń na swoim tyłku.- Następnym razem dostaniesz w pysk- warknęłam.
- Zgadzam się z Lucy- zaśmiała się Lani.
Otworzyłam drzwi od pokoju, a w nim nikogo nie było. Pustki. Na podłodze walały się jedynie pare moich szkiców. Zmarszczyłam brwi i wyszłam na korytarz.
- Widzisz nawet Danielle mnie popiera, a ty mnie wyrolowałeś- krzyknęłam.
- A jakżeby inaczej?-zaczął się śmiać.
- A idź do pana...
- Młoda panno!
- Idź do pana Boga, młody człowieku, znajdź drogę do światłości!- krzyknęłam.- To ja może schowam sie w swoim pokoju. Pa.
Zamknęłam się na klucz, oparłam się o drzwi i zaczęłam cicho chichotać. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać szkice. Księżniczka, księżniczka z księciem, biały rumak, zamek, księżniczka i siedem krasnoludków. Czy w jakiejkolwiek bajce, było, że książę przyjeżdża, wyznaje ci miłość, a potem po prostu znika, robi takie puf.
No, bo za cholerę nie mogę sobie takiej przypomnieć. A jeśli takiej nie ma to napiszę taką bajkę dla dziewczynek, niech wiedzą, że czasami książę może okazać się świnią!
Spokojnie Lucy, przecież to nic takiego. Powtarzałam sobie. Nie dasz rady spokojnie, bo go kochasz, idiotko! Czy jest gdzieś wyłącznik od tego głosiku w głowie?! Daj mi spokój chociaż na godzinę!
Usłyszałam pukanie do drzwi. Podniosłam się z łóżka, od kluczyłam drzwi, otworzyłam drzwi, za którymi stał Joey. Wszedł do pokoju, a ja za nim zamknęłam. Podałam mu pierścionek.
- Joe, mam pytanie. Czy to nie za szybko, może wy macie na swoim punkcie jakąś obsesję, czy coś? Może opowiedz mi waszą historię?- spytałam.
- Znam ją od czasu studiów, ja studiowałem prawo, ona historię sztuki na wydziale sztuk pięknych. Przeżyłaś swoją miłość od pierwszego wejrzenia, kiedyś co? Ja też ją przeżyłem, tyle, że bez wzajemności. Postanowiłem się z nią zaprzyjaźnić, sądząc, że jak poznam jej charakter, to może chociaż nie przypadnie mi do gustu, ale było na odwrót, z każdą nową wiadomością o niej kochałem ją coraz bardziej, nie mogłem o niej zapomnieć, myślałem o niej o w dzień i w nocy. Motywowała mnie do tego, aby udało mi się skończyć studia, zaczęliśmy razem pracować, a ja nigdy nie przyznałem się jej do swoich uczuć, byłem nieśmiałym chłopakiem. Ona w końcu poznała swojego męża, wyszła za niego, a ja byłem drużbą na ich ślubie, wiesz jak to bolało? Pocieszałem ją kiedy on od niej odszedł i zażądał rozwodu, wspierałem Liam'a na castingach dla niej, bo wiedziałem, że w ten sposób jej zaimponuję, potem zaczęliśmy pracować jako ich menadżerowie. Każda chwila z nią napawała mnie szczęściem, codziennie rano wstawałem z myślą o tym, że znowu spojrzę jej w oczy, zobaczę jej uśmiech, usłyszę jej głos. Dzięki chłopakom i radom Liam'a stawałem się coraz bardziej odważniejszy. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać, nie traktowała mnie tak jak parę lat temu, traktowała mnie zupełnie inaczej. W końcu się odważyłem i wydarzyło się coś na co czekałem tak długo. Pokochała mnie, tak bardzo jak ja, ją. Wiesz jest to w sumie twoja zasługa, widziała jak bardzo staram się jej pomóc w sprawie adopcji. Nie mam obsesji na jej punkcie, ja po prostu się w niej cholernie zakochałem- skończył swój monolog, a ja patrzyłam się w niego jak w szafir, diament, szmaragd, czy coś jeszcze bardziej wartościowego.
- Okej, czemu wszyscy wokół mnie są tak cholernie słodcy?- spytałam.
Mężczyzna zaśmiał się, poczochrał mi włosy i wyszedł. Pytałam serio...
Chwyciłam ołówek, szkicownik i zaczęłam po raz kolejny rysować księżniczkę...
_________________________________
Po pierwsze, tak wiem, zawaliłam... 
Po drugie, chyba trochę nasłodziłam... 
I pod ostatnim rozdziałem, mój brat bawił się bloggerem, więc usunął jeden komentarz Mrs. Agacia, bardzo przepraszam za to. Więc dedykuję ten rozdział tobie :)
Jeśli chcecie mi zadać jakieś pytania to zapraszam na ASK.
Piszcie co sądzicie :D
Połapaliście się w planie Matta i spółki? :D 
Ach ten Horan, co on nawyrabiał, chyba Lucy będzie zła. 
Mam pytanie. W następnym rozdziale, między Lucy, a Horanem, ma wszystko iść w stronę cukierkowej miłości, czy może niech się chłopak trochę pomęczy? 
I Joey? Co sądzicie o ich historii miłosnej? :D
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Taka prosta zasada. 
A teraz. Bez żadnego j eśli pod tym rozdziałem będzie jedenaście komentarzy, dodaję rozdział nawet jeszcze dziś, a jeśli nie dobijecie, to nowego rozdziału już nie będzie.
Przepraszam, ale zbliża się rok szkolny i muszę wiedzieć czy warto mi pisaći czy mam dla kogo :)
AJ LOF JU GAJS <3 

~Evil Queen. 


sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 11.

Minął już tydzień od tamtego incydentu z Mattem, nie mogłam się z nim zobaczyć, cały czas ktoś ze mną był. Jedynym wytchnieniem była noc, albo wymówka pójścia pod prysznic. Spojrzałam na śpiącą obok mnie Eleanor. No tak w nocy też mam straż. No, ale one śpią, a ja nie zmrużyłam oka od czterech dni. Wyglądam jak zombie, dosłownie.
Jedyne co pamiętam, to, to, że śmiałam się z Danielle, za to, że poleciała z Horanem do łóżka. Blondyn coraz częściej o niej mówi,  wywołując u Liama pulsującą z wściekłości żyłę na czole. Brunetka przychodzi do nas i świata poza sobą nie widzą. Usłyszałam dźwięk dzwonka. Szybko odblokowałam klawiaturę. Zobaczyłam wiadomość od Matta.
"Co tam, zombie księżniczko? Musimy się w końcu zobaczyć, Ross znowu coś pisał?" 
Czy Ross coś pisał? No pewnie przecież sto wiadomości na dzień to nic takiego. Wywróciłam oczami i zaczęłam mu odpisywać.
"Trzeba, ale bez alkoholu, pacanie! Tylko to co zwykle, zabije mnie, albo dorwie i zerżnie, normalka..."
Popatrzyłam jak Calder spokojnie śpi, chłopaki dzisiaj do późna są w studiu. To znaczy byli, bo jest trzecia w nocy. Siedziałam z nią i gadałyśmy, aż w końcu padnięta, położyła się i zasnęła. Uśmiechnęłam się lekko. Słodko śpi. Usłyszałam znowu dźwięk dzwonka.
"Przestań. Dorwiemy go i osobiście zapierdolę gnoja."
Pocieszał mnie fakt, że Matt, starał się być przy mnie. Że tak się przejmował. Ale wracając do blondyna. Gdy tylko usłyszałam, że Liam zabronił jej do nas przychodzić, wyśmiałam go. Tłumaczył, że mnie to rani. Ale tak naprawdę chodzi o niego. Boli go fakt, że Niall mógłby się umawiać z jego byłą dziewczyną, no tak świadomość tego, że jego do tej pory najlepszy przyjaciel pieprzy dziewczynę, którą darzyło się naprawdę wielkim uczuciem, jest beznadziejna. Szczerze mówiąc, kilka razy kiedy wszyscy siedzieliśmy w salonie cholernie korciło mnie, żeby zapytać brunetkę, który z nich jest lepszy w łóżku. Perrie gdy usłyszała o tym co mi się na usta ciśnie, zaczęła mnie popierać, abym w końcu to powiedziała, sama przyznała mi się, że nigdy nie przepadała za Dan.
Nie dziwię jej się. Danielle od razu mi podpadła, a mi lepiej nie podpaść, przecież, to najgorsze co można zrobić. Ja mam znajomości, ja mam sposoby, taktyki i co najważniejsze mam w sobie dość nienawiści do całego świata, aby pozbawić go paru szmaciarzy. Perrie przyjaźni się z dziewczynami z zespołu, przecież one są jak siostry, tak samo jak chłopcy, tylko oni ostatnio zaczęli się od siebie oddalać. Muszę coś zrobić, aby znowu traktowali się jak bracia. Wiem, że mi się uda z małą pomocą, ale mi się uda.
Wyskakuję z łóżka, uważając na to aby nie obudzić szatynki, ani Blue. Spojrzałam w lustro. Wielkie sińce pod oczami, tylko przerażały, czarne soczewki gdzieś pouciekały na boki, szybko je poprawiłam, nadając swoim oczom mrocznego wyrazu. Rude włosy związane w niesfornego koka, lekko się roztrzepały. Poprawiłam białą, luźną koszulkę i czarne dresy z obniżanym krokiem. Na boso powędrowałam po schodach do kuchni. Zdziwiłam się kiedy zauważyłam, że pali się w niej światło.
Sądziłam, że wszyscy już śpią, Harry na pewno śpi, Louis prowadził go pod ramię razem z Zayn'em, jak wrócili, uświadomili nas, że Harreh, ma doła i napił się i to porządnie. Modelka, która poszła z nim na galę poszła w zapomnienie, w sumie to nic dziwnego. Figura piękna, niestety z twarzy wyglądała jakby w dzieciństwie koń ją  kopnął.
Louis zajął się swoją młodszą siostrą Lottie, która wczoraj do nas przyjechała na parę dni, aby znaleźć sobie pracę na lato. Mówi, że chciałaby być modelką dla jakieś firmy odzieżowej i jej sławny braciszek jej w tym pomaga. To nawet urocze.
Niall, za cholerę nawet nie obchodzi mnie to co on robi...
Liam razem z Sophią, smacznie śpią, podobnie Perrie i Zayn. Ciocia Melissa, razem z Joe, byli na jakiejś konferencji w Paryżu, więc wrócą dopiero jutro, oby cioci za parę miesięcy brzuch nie wyskoczył po tym biznesowym spotkaniu. Chociaż zawsze chciałam mieć rodzeństwo więc, tym lepiej dla mnie. Ale przecież były mąż cioci zostawił ją dlatego, że nie mogła zajść w ciążę. Moim zdaniem, pewnie to pływaczki tego imbecyla nie były przygotowane do mistrzostw, niż ciocia. Nawet go nie znam, a też znajduje się na mojej czarnej liście, ludzi do wybicia z powierzchni ziemi.
Miałam cichą nadzieję, że w kuchni była Lottie, bo bardzo ją polubiłam, a rozmawiało mi się z nią naprawdę na luzie. Zawsze miałyśmy tematy, które ciągnęły się nam bardzo długo. Ale jednak nie w kuchni, przy ladzie z kubkiem kawy stał Niall.
Popatrzył na mnie, uniósł do góry brwi, jakby pytając czy coś się stało? Chciałam mu odpowiedzieć, że tak, przecież pieprzy się z byłą dziewczyną mojego kuzyna. Wcześniej mówił mi, że jest mój, nieważne, że robiliśmy to dla sensacji w mediach. To co tam mówiliśmy nikt poza nami nie słyszał. A potem nazwał mnie po prostu dziwką. Gdzie byłeś Horan, kiedy darłam się na całe gardło, gdy dręczył mnie ten cholerny koszmar? Może to ty byś mnie przytulał przez całą noc, a nie Hazz.
- Czemu nie śpisz?- w końcu się odezwał.
- Mogłabym zadać to samo pytanie tobie- prychnęłam.
- To czemu nie zadasz?- spytał.
- Bo nie mam takiej potrzeby- odpowiedziałam szorstko.
- Szkoda.
Wzruszyłam ramionami i sięgnęłam do lodówki po sok pomarańczowy. Ostatnio nawet nie potrafimy ze sobą rozmawiać nie warcząc na siebie. To smutne  jak ktoś kto był ci tak bliski, staje się zupełnie obojętny.
- Ten gościu nadal do ciebie wypisuje?- spytał.
Przytaknęłam i napiłam się trochę soku. Czułam na sobie jego wzrok. Pożerał mnie nim. Chciałam jakoś przerwać tę niezręczną ciszę, ale nic mi szczerze nie przychodziło do głowy.  Usłyszałam czyjeś kroki. Spojrzałam w stronę holu i aż się zakrztusiłam. W progu stała uśmiechnięta Danielle w koszuli Horana. Podeszła do nas, dała całusa blondynowi w polik. Uśmiechnął się lekko i popatrzył na nią, jak dziecko patrzy na szczeniaka, zdecydowanie za słodko. Oho, uwaga chyba puszczę pawia.
- Nie przeszkadzam. Idę obudzić El, muszę ją trochę pomęczyć, albo po prostu coś wciągnę- zaśmiałam się, a oni na mnie wytrzeszczyli oczy.- Przecież żartuję. Rany, ale wasze miny, fajnie. Pa- zaczęłam się jąkać.
Lucy, kretynko, co z tobą? Pobiegłam do swojego pokoju, wpadłam do niego, oparłam się plecami o drzwi. Poczułam wzbierające się do oczu łzy. Zsunęłam się na dół, oplatając kolana ramionami. Zabolało, cholernie zabolało.
[Niall Horan]
Nie planowałem tego, nawet nie wiem, co czuję do Danielle. Jest świetna. Piękna. Inteligentna. Zabawna. Pomocna. Ale ma jedną wadę. Nie jest Lucy. Widziałem jak dziewczyna wraca do swojego pokoju. Kołysała przy tym biodrami, zdaję sobie sprawę, że nieświadomie, ale to i tak jest cholernie podniecające.
- Obudziłam się, a ciebie nie było w łóżku- szepnęła Lani.
Uśmiechnąłem się do niej, objąłem ją ramieniem i pocałowałem w policzek. Nie panuję nad tym, mam taki odruch. Nie wiem, co czuje Danielle, ale szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to. Mam tylko nadzieję, że jej nie zranię. Nie ma między nami takiej chemii. Jesteśmy przyjaciółmi z niefortunnym incydentem.
***
Wybiła szesnasta. Nikt od wczoraj nie widział Lucy, Eleanor chodziła w tę i wewte, obgryzając przy tym paznokcie. Mówiła, że to jej wina, że nie powinna zasypiać, dopóki, nie będzie pewna, że Luc zasnęła. Louis próbował ją jakoś uspokoić, ale sam wydawał się naprawdę zdenerwowany. Zayn  i Perrie jeżdżą po Londynie i starają się ją znaleźć.
Liam zaczął coś szukać w telefonie. Parsknąłem. Naprawdę nie ma lepszych zajęć, niż czatowanie? Wstał i wyszedł z pomieszczenia. Objąłem Lani ramieniem, ona też się martwiła o młodą.
Payne wrócił do nas, chowając przy tym komórkę do kieszeni. Popatrzył na nas smutnymi oczami. Cioci Mel i Joe jeszcze nie ma w kraju, a informowanie jej przed długą podróżą nie jest najlepszym pomysłem.
- Dzwoniłem do tego Matta, nie ma pojęcia gdzie ona jest, ale przeszukają Londyn- stwierdził Liam.
- Skąd miałeś do niego numer?- spytał Hazz.
- Jak wtedy Lucy przyszła spita, zabrałem jej telefon, bo akurat dzwonił ten cholerny dupek, Ross, odebrałem, a potem jakoś samo poszło, że spisałem sobie jego numer.
Mijają kolejne minuty, czuję na sobie wzrok Harry'ego, odwracam się do niego. On tylko unosi do góry brwi, kręci z politowaniem głową i chowa twarz w dłoniach. Wiem, że chodzi mu o Lani, ale nie mam jakoś serca, przestać się z nią spotykać. Oficjalnie nie jesteśmy parą, ale ona chyba uważa się za moją dziewczynę.
Horan musisz to skończyć...
[Matthew Stone]
Pierwszy raz w życiu gadałem z tym Liamem i po paru zdaniach, stwierdzam, ze to porządny gościu. Na pewno zajmie się Lucy tak jak trzeba, przecież ja nie potrafię. Nie wybaczę sobie, jeśli zrobiła coś głupiego. Wsiadłem do samochodu i zacząłem krążyć po mieście. Caro wzięła Ricka i postanowili przeszukać wszystkie kluby w Londynie. Tom kiedy to usłyszał od razu wybiegł z domu, a Jerry i Yale poszli przeszukać galerie handlowe. Mam przeczucie, że jej tam nie będzie.
Ona lubi siedzieć w samotności. Więc ruszyłem w stronę parku. To jej zdaniem najlepsze miejsce na ucieczkę. Często tak robiła w Seattle, a przecież, przez dwa tygodnie, aż tak nie mogła się zmienić, zwłaszcza kiedy ma co do tego rację.
Zaparkowałem przed wejściem do parku. Wysiadłem, zablokowałem zamki czarnego BMW i pobiegłem w stronę zalesionej części parku. Biegłem pomiędzy drzewami wypatrując ognisto rudej czupryny, mojej przyjaciółki. Kiedy rzuciło mi się coś w oczy. Niecałe sto metrów ode mnie leżała Lucinda.
Rzuciłem się w jej stronę. Przykucnąłem obok niej i zacząłem nią potrząsać. Otworzyła oczy, które były opuchnięte i przekrwione. Obejrzałem ją dokładnie, żadnych śladów cięć, igieł, czy tym podobnych. Była po prostu zmęczona.
Popatrzyła na mnie, a jej oczy zaszły się łzami. Chwyciłem ją w objęcie, czułem jak jej łzy wsiąkają w moją koszulę. Czekałem, aż się uspokoi.
- Mała co się stało?- spytałem cicho.
Pokręciła tylko głową i dalej płakała w moja koszulę. Podniosłem ją i zacząłem nieść w stronę samochodu.  Posadziłem ją na miejscu pasażera, a sam zająłem miejsce kierowcy. Nie odjeżdżałem. Siedzieliśmy w ciszy.
- Czemu to tak boli?- spytała.
- Co boli, aniołku?
- Ta cholerna świadomość, że nigdy nie będzie mój- wyszeptała i spojrzała na swoje splątane dłonie na kolanach.
Westchnąłem cicho. Chciałem jej pomóc, ale kompletnie się do tego nie nadaję. Kocham Lucy. Jak siostrę. Ona jest dla mnie za krucha. Nie wiedziałbym jak się z nią obchodzić gdybyśmy byli parą, a to tylko by popsuło nasze relacje, oboje to doskonale wiemy. A ja wiem, że jej nie chodzi teraz o mnie tylko o jednego z tamtych. Położyłem jej dłoń na kolanie. Popatrzyła na mnie zamglonymi oczami.
- Może ci się tylko tak zdaję, może też coś do ciebie czuje?- powiedziałem i uśmiechnąłem się lekko.
- On ma inną.
- To w takim razie jest idiotą i nie warto się nim przejmować- mruknąłem.
- Matt?
- Tak?
- Czy ja cię kręcę?- spytała.
Zakrztusiłem się, spojrzałem na nią z wytrzeszczonymi oczami. Mówiła poważnie. Przełknąłem ślinę i zacząłem zastanawiać się nad odpowiedzią. Jasne, że mnie kręci. Ma jedno z najlepszych ciał, jakie do tej pory widziałem, jest śliczna, urocza, a także ma w sobie coś dominującego, co pociąga jeszcze bardziej.
Dziewczyna zaczęła się przesuwać w moją stronę, aż w końcu wylądowała okrakiem na moich kolanach. Zaczęła bawić się końcówkami moich włosów.
- Ja tylko chcę wiedzieć, Matt- szepnęła mi w usta.
Otworzyłem usta aby coś powiedzieć, ale mój język odmówił posłuszeństwa, powtórzyłem czynność jeszcze dwa razy, otwierając i zamykając usta przyglądałem się mojej przyjaciółce, która właśnie przegryzła swoją dolną wargę.
- Tak- sapnąłem, a ona lekko musnęła moje usta.
Pogłębiła pocałunek, rozchyliła moje wargi, wpychając do moich ust język. Czułem jak toczą miedzy sobą zawziętą wojnę. Chwyciłem ją za biodra i odchyliłem głowę. Pokręciłem lekko głową. Posadziłem ją na swoim miejscu, spuściła wzrok na swoje uda, chwyciłem ją za podbródek, tak aby na mnie spojrzała.
- Jesteś cholernie seksowna, nawet w rozciągniętej bluzie, ale przede wszystkim jesteś moją przyjaciółką, traktuję cię jak siostrę i dobrze wiesz, żeby to nie wypaliło- zacząłem.
- Dlaczego?
- Nie chcę ryzykować, że stracę najlepszą przyjaciółkę, jaką kiedykolwiek można dałoby dać, takiemu dupkowi jak ja. Każdego dnia dziękuję, za to, że spotkałem mojego aniołka, z ukrytymi skrzydełkami na cholernie niebezpiecznej ulicy w Seattle- powiedziałem.
- Ale bez ryzyka nie ma frajdy- mruknęła.
- A nie dość mieliśmy już ryzyka?- zaśmiałem się cicho.
Skrzywiła się trochę i przytaknęła, marszcząc przy tym nos. Nawet tak wygląda słodko. Uśmiechnąłem się szeroko, odpaliłem samochód i ruszyłem ulicami miasta. Wyjąłem ze schowka swoją komórkę i podałem ją rudej.
- Napisz do Yale i Ricka, że cię znalazłem i mają na mnie czekać w domu. Do Toma też napisz. Odwiozę cię teraz do domu. I błagam nie rób tak więcej- szepnąłem, a ona przytaknęła.
Jechaliśmy w ciszy, widziałem, jak dziewczyna stuka na dotykowej klawiaturze parę słów do naszych przyjaciół, aby się o nią nie martwili i te inne. Chciałem jej się spytać, który to z tych chłopaków, zakręcił jej w głowie, ale wolałem nie zapeszać.
Wyciągnąłem dłoń  w jej kierunku, zatrzymałem się na poboczu i patrzyłem się na nią.Podała mi komórkę, włożyłem ją do kieszeni. Westchnąłem, znowu odpaliłem silnik i pojechałem pod dom rudej.
Już chciałem wysiadać, kiedy dziewczyna chwyciła mnie za rękę. Spojrzałem na nią niepewnie, pociągnęła nosem i westchnęła.
- Trzymaj mnie, bo nie mam dzisiaj dobrego humoru i mogę powiedzieć lub zrobić, no przecież wiesz, znasz mnie- zaśmiała się.
Przytaknąłem i wysiadłem, otworzyłem drzwi dziewczynie i pomogłem jej wysiąść. Poszliśmy w stronę altanki, zadzwoniłem dzwonkiem. Nie czekaliśmy nawet minuty, a drzwi otworzyła nam wysoka szatynka. Rzuciła się dziewczynie na szyję i przykryła ją kaskadą swoich loków.
Weszliśmy do środka, zaprowadziła nas do wielkiego salonu w którym siedzieli pozostali. Rozpoznałem chłopaków, w końcu trochę się o nich mówi. Od razu wiedziałem, który to Liam. Szybko uściskał dziewczynę i przyjrzał się jej, a potem spojrzał na mnie. Podał mi rękę, którą ująłem. Na środku salonu stała brunetka, która przyglądała  się mi, nie małej, ale mi. Uniosłem do góry brwi, a ona uśmiechnęła się. Poznałem ją, to ona wzięła Lucy wtedy od nas. A ten blondyn to Horan, to o niego chodzi Lucy, czemu byłem taki głupi i nie zorientowałem się szybciej? Dziewczyna była ładna, ciemne oczy, dodawały jej tajemniczości.
- Och, no co z wami? Kolejnego mi zabierzesz?- pisnęła Lucy, pewnie przez to, że razem z brunetką wpatrujemy się w siebie od jakiegoś czasu. Ocknąłem się i popatrzyłem na nią niepewnie, chyba się zaczęło.- Najpierw Niall, teraz Matt, dla twojej wiadomości to Hazz też jest wolny, a i mam pytanie, który jest lepszy w łóżku? Liam czy Niall? Bo wiesz zastanawiam się nad wyborem- mruknęła sarkastycznie.
Widziałem, jak blondynka próbuje nie wybuchnąć śmiechem, podobnie robił Mulat, który obejmował ją ramieniem i wysoki szatyn, trzymający za rękę dziewczynę, która otworzyła nam drzwi. Harry patrzył się na rudą z wytrzeszczonymi oczami, ale i cieniem uśmiechu na ustach. Za to pozostali nie wiedzieli jak się zachować. Brunetka, przyglądała się rozeźlonej Cane, która hamowała się przed kolejnym wybuchem. Próbowałem ją chwycić, ale ona się nie dała.
- Nie dotykaj mnie- warknęła.
Huśtawka nastrojów, jak w trzecim trymestrze ciąży! Przed chwilą chciała się ze mną całować, teraz nie mam jej dotykać. I weź tu teraz nie oszalej.
- Lucy...- zacząłem.
Każdy przyglądał mi się jakbym oszalał. No tak próbowałem, rozbroić bombę, która zaraz wybuchnie. Dziewczyna rzuciła mi spojrzenie typu "Jeśli otworzysz jeszcze raz jadaczkę, to tak ci przypierdolę, że poczujesz wiosnę". Wzdrygnąłem się i odpuściłem. Jak młoda się wkurzy to lepiej się nie odzywać.
Westchnęła, pokręciła z politowaniem głową i wyszła na taras. Dwie szatynki i blondynka pobiegły za nią, a ja zostałem ze stojącą na środku brunetką i resztą chłopaków. Chciałem coś powiedzieć, ale nie wiedziałem, czy mi wypada. Ale co mi szkodzi? Spojrzałem na blondyna, usiadłem koło niego i siedziałem, cicho.
Po kilku minutach w końcu na niego spojrzałem.
- Ty jesteś Niall, tak?- spytałem.
Zmarszczył brwi i przytaknął. Uśmiechnąłem się lekko.
- No to stary masz wielkie szczęście- powiedziałem.
- Dlaczego?- zapytał zdezorientowany.
- Bo może ci się wydawać, że ona cię nie lubi, że ją nie obchodzisz, a prawdopodobnie jesteś całym jej światem- szepnąłem-podejrzewam, że ona- kiwnąłem w stronę brunetki- jest tą inną?- westchnął i przytaknął.- Masz szczęście stary, nigdy żadnej laski tak, no wiesz nie zwyzywała. Nawet kilku dziwek, które przyprowadzałem. Nigdy. Więc nie zmarnuj tego, bo cię zapierdolę- warknąłem, ale po chwili się uśmiechnąłem.
- Przecież, ona kocha ciebie- mruknął.
- Ale ty nadąsany, chyba ci nie pasuje to ci powiedziałeś, co? To dobrze, bo mam już przynajmniej fakt, że też się w niej zakochałeś. Prawda, kocha mnie, jak brata, ja ją jak siostrę nic więcej. Nie lubię marnować, szansy i gdybym wiedział, że to się nie spierdoli i nie zmieni nic w naszej przyjaźni, pewnie byłaby już moja. No, ale znam siebie i wiem, żebym to spierdolił. No niestety, ale ty możesz i spróbuj, do odważnych świat należy.
- Ale co z...- nie dokończył, spojrzał na brunetkę.
- A co jeśli ja się nią zajmę?- uśmiechnąłem się lekko.
[Lucy Cane]
Byłam wściekła, cholernie wściekła. Chciałam uciec. Uciec jak najdalej, a on i tak mnie znalazł. Potem ona, patrząca się na niego tymi cholernymi ciemnymi oczami. A on roztapiał się jak masło na pączku, rozstapiał się przez nią. Słyszałam wołanie dziewczyn, przysiadły obok mnie, Perrie na przeciwko. I wszystkie spoglądały na mnie.
Nie chciałam rozmawiać, wiedziały o tym i nie nalegały. Po prostu były przy mnie jak przyjaciółki. Czekały, aż się uspokoję i nie zważały na fakt, że powoli zaczyna padać. Były i nie pozwalały się poddać. Słyszałam dźwięk dzwonka, co chwilę się powtarzał, wiedziałam, że Ross zaczął swoje codzienne męczarnie. Olewałam to, tak jak i resztę tego popapranego świata.
W końcu po chyba już dwudziestym dzwonku, wkurzyłam się jeszcze bardziej, wyjęłam telefon z kieszeni spodni i zaczęłam przeglądać wiadomości:
"To takie smutne, kochasz go, a on kocha ją, ona kocha za to tamtego... błędne koło, kochanie, lepiej zostań ze mną"
"Wiesz, że zabiję ciebie, a potem każdego z nich po kolei?"
"Jesteś moja, do kurwy nędzy, nie zapominaj"
"Pomyśl sobie teraz tak? Czy przy mnie cierpiałabyś tak bardzo? Tu cierpisz, przez tych durnych chłopców, a przy mnie, nie byłoby cierpienia. Przecież to czego ja chce jest przyjemnością dla nas obu, pamiętasz jak dobrze było nam razem? Jak szeptałaś moje imię, jak chciałaś więcej, gdzie jest tamta Lucinda Cane?"
"Nie chcesz mnie, ja chcę ciebie, ty chcesz jego, on chce ją, ona chce jego, a nikt nie pomyśli o mnie, jest mi smutno, kotku"
Takich wiadomości, jest już po pęczki w moim telefonie. Westchnęłam, wstałam i poszłam do salonu. Matt właśnie rozmawiał z Danielle, która śmiała się z prawie każdego jego słowa. Przewróciłam oczami. Usiadłam obok Horana, a dziewczyny przy swoich chłopakach. Blondyn szturchnął mnie lekko łokciem. Popatrzyłam na niego, poruszył śmiesznie brwiami, co wywołało u mnie szeroki uśmiech. Opanuj się dziewczyno!
Matt podszedł do mnie i spojrzeniem pytał co się stało. Przeraża mnie czasem fakt, że znamy się tak dobrze. Wypuściłam powietrze z płuc i podałam mu mój telefon.
Czytał każdą wiadomość z uwagą, a jego twarz robiła się coraz bardziej czerwona ze złości.
- Zapierdolę go gołymi rękoma- warknął i ruszył w stronę drzwi.
Zerwałam się i pobiegłam za nim. Przodem go nie zatrzymam, więc rzuciłam mu się na barki. Podciągnęłam nogi na jego biodra i czułam jak lądujemy na ziemi.
- Lucinda! Do cholery- zawył.
Pełne imię? Oho, niedobrze... Spojrzałam na niego, wskazałam rękoma na niego, i nie wiedziałam co dalej, w głowie ten plan wydawał mi się idealny.
- Powiedz co ty robisz?- krzyknęłam.
- Jak to co? Powiedziałem przecież, zabiję gnoja i raz na zawsze będzie po sprawie- ryknął.
- Po sprawie? A, że pójdziesz do kicia do końca życia, cię nie rusza? Jak chcesz to zrobić? Gdzie? Po co?
- Nie obchodzi mnie to! On ci grozi, każdemu z nas grozi, a ty mówisz, ze to nic takiego? Chcesz mieć go z głowy czy nie?
- Jasne, że chcę, ale nie wiem jak! Coraz częściej się zastanawiam, czy po prostu do niego nie pójść, nie dać się znowu przelecieć i mieć go chociaż na jakiś czas z głowy. Wiesz jak ja się czuję? On mnie traktuję, jakbym była jego jakąś dziwką.
- Nie jesteś nią!- krzyknął.
Spojrzałam na niego, widziałam w jego oczach cierpienie i troskę. Martwi się, świetnie, ale nie potrzebuję tego na razie, potrzebuję przyjaciół nie współczucia.
- Pozwól, że wszyscy coś razem wymyślimy- szepnęłam i spuściłam wzrok na splątane dłonie.
Podniósł mój podbródek, zmuszając, abym spojrzała w jego błękitne oczy. Uśmiechnął się lekko i przytaknął. Wstał z ziemi, podał mi dłoń, którą ujęłam i lekko podciągnął do góry.
Wróciliśmy do salonu, każdy miał swoje zajęcie. Chłopak wyjął z kieszeni telefon, wystukał jakiś numer i wyszedł z powrotem na hol. Westchnęłam, zabrałam loczkowi pilot od telewizora. Zaczęłam skakać po kanałach, czułam na sobie wzrok i Harry'ego i Niall'a.
- Czy reszta może tutaj przyjść?- spytał Matt, wchodząc z powrotem do salonu.
Popatrzyłam na Liama, który niepewnie nas mierzył. Uśmiechnęłam się do niego lekko, a on przytaknął. Stone przytaknął i usiadł z powrotem koło Danielle. Zmarszczyłam brwi, o co tu do cholery chodzi?
Spojrzałam na siedzącego obok mnie Horana, był zupełnie niewzruszony tą sytuacją. No czy to są jakieś jaja? Zwrócił wzrok ku mnie. Uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja poczułam jak serce zaczyna mi szybciej bić, oddech przyśpiesza, a w żołądku zaczyna się coś skręcać. Musiałam się opanować, żeby nie rzucić na niego. Wystarczyło, że przypomniałam sobie jego usta na moich, a już chciałam więcej.
Spuściłam wzrok, dlaczego to boli? Dlaczego po prostu nie będzie tak łatwo jak na filmach. Wystarczy pierwsze spojrzenie, parę spotkań, śmiechy i nagle puf, są razem i jest wszystko ładnie i pięknie. Podniosłam głowę, nadal się na mnie patrzył i uśmiechał. Odwzajemniłam gest. Już chciałam coś powiedzieć, kiedy do drzwi zadzwonił dzwonek.
Pobiegłam otworzyć. W progu stał Rick, Jerry, którzy podtrzymywali chwiejącego się Toma. Za nimi stały Caro i Yale. Dygnęłam głową na nich i zaprosiłam do środka. Chłopaki położyli Hock'a na sofie i uśmiechnęli się do mnie. Rick, od razu rozłożył ramiona, w które mu wpadłam. Okręcił nas wokół siebie, a po pokoju rozniósł się mój perlisty śmiech. Usiedliśmy wszyscy w okręgu i zaczęliśmy myśleć, co zrobić, aby Ross, w końcu dał sobie spokój z groźbami...
______________________________________
Rozdział jedenasty? Jest, ale czemu mi się wydaje, że taki krótki, nic się w nim nie dzieję i jest nudny?
Chyba się nie nadaję do pisanie :D
No, ale jakoś wyszedł z mojej głowy. Obiecuję wam, że akcja Cane-Horan, rozpocznie się w rozdziale dwunastym :D
Jak sądzicie, co wymyślą na Rossa? Jak potoczy się los Dan i Niall'a? O co chodziło Mattowi? 

Napisałam większość rozdziału z perspektywy Matta, abyście mogli go lepiej poznać i może przekonać się do niego :D
No i co sobie ta Lucy myślała, kiedy zaczęła całować Matta? :D
Dziękuję, za tyle komentarzy pod rozdziałami, jesteście niesamowici <3 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ 

Taka prosta zasada :*
Kolejny rozdział powinien pojawić się szybciej, w ramach rekompensaty za długie czekanie na 11 :)
AJ LOF JU, GAJS <3 

~Evil Queen.


sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 10.

Opowiedziałam im wszystko, patrząc, przy tym na czubki swoich butów, nie mogłam im spojrzeć w oczy, chciałabym się spakować i wyjechać. Żebym już nigdy nie musiała ich na nic narażać. Ale to byłoby jeszcze trudniejsze, za bardzo się przywiązałam do nich przez te cztery dni.
Nie wspominałam im, że Matt ma przyjechać, prawdopodobnie to nie jest najlepszy pomysł. Chciałam tylko, żeby mnie spróbowali zrozumieć, nie chce pomocy, wystarczająco dużo dla mnie zrobili. Joey patrzył na mnie z rozdziawioną buzią, tylko jemu jedynemu potrafiłam spojrzeć teraz w oczy, co jest najgłupsze, bo przecież, nadal wiszę mu te dziesięć funtów.
- Informacja o tym, że załatwiliśmy ci prawko po Londynie i samochód, chyba teraz cię za bardzo nie ucieszą, co?- spytał głupio, nadal na mnie patrząc.
Potrząsnęłam głową, czując napływające do oczu łzy. Lucy co z tobą? Zrobiłaś się mega beksą. Chciałabym, żeby to był sen, zaraz się obudzę, spojrzę w okno, odetchnę i wszystko będzie tak jak było jeszcze wczoraj. Wczoraj było idealnie, a dzisiaj wszystko się spieprzyło. Typowe dla ciebie Cane. Zawsze wszystko spierdolisz. Spojrzałam na Niall'a. Wpatrywał się we mnie, jego usta były zaciśnięte w cienką linię. Pociągnęłam nosem, przewróciłam oczami i zaczęłam wpatrywać się w sufit, zaczynał wydawać się o wiele ciekawszy niż zazwyczaj.
- To co stało się z telewizorem dzisiaj rano, to jego sprawa?- szepnęła Perrie.
Przytaknęłam i chciałam zabrać torebkę ze stolika. Poczułam czyjąś dłoń na swojej. Podniosłam wzrok i zobaczyłam niebieskie oczy Tomlinsona.
- Chyba nie masz zamiaru, tego zażywać- powiedział
- Chciałam to spalić. Nie tylko wpływa na organizm, ale daje też niezłe widoki- uśmiechnęłam się lekko, czując kolejne łzy w oczach.
- Paliłaś to?- zdziwił się Harry.- Nie wolałaś, no wiesz, wciągać?
- Wciągałam, ale mieliśmy tego pod dostatkiem, wygłupialiśmy się.
- To może nam pokażesz? Odprężymy się, a potem o tym wszystkim pomyślimy, co ty na to?- spytał się Liam.
Popatrzyłam po nich, ciocia Mel kiwnęła głową, pokazała nam, że mamy wyjść na podwórko. Ona razem z Frostem została w salonie. Pod nogami zaczął kręcić mi się Blue. Podrapałam go za uszami. W palenisku rozsypałam proszek, polałam go lekko wodą, która stała przy nim i wrzuciłam rozpaloną już rozpałkę, do reszty drewna.
Usiadłam między Eleanor, a Harrym, jasny labrador, ułożył mi się w nogach. Podtrzymałam rękoma, kolana i wpatrywałam się w ogień, który powoli zaczął buchać fioletowymi płomieniami. Spojrzałam na Liama, przecież to jego ulubiony kolor, uśmiechał się do tego i mocno obejmował Sophię, która widząc jego minę śmiała się. Poczułam jak ręka Hazzy oplata mnie wokół tali. Spojrzałam na niego, uśmiechnąłem się lekko.
To jest takie nierealne, powiedziałam im coś tak głupiego, coś co może im zagrozić, a oni samą obecnością, poprawiają mi humor, nie muszą nic mówić, wystarczy, że są.
Po drugiej strony ognia, siedział Horan, patrzył na ogień z fascynacją. Spojrzałam mu w oczy, podniósł wzrok i przez dłuższą chwilę wymienialiśmy się nienawistnymi, jak i przepraszającymi spojrzeniami. Otarłam łzę, która zaczęła spływać mi po policzku.
Wtuliłam się w tors loczka i czułam jak odpływam.
[Niall Horan]
Widziałem jak wtula się mocniej w mojego przyjaciela,  a po chwili rozniósł się głos Styles'a, że zasnęła. Podniósł ją i zaniósł do jej pokoju. Płomienie, właśnie zmieniły kolor na zielony, uśmiechnąłem się lekko, czekaliśmy jeszcze może dziesięć minut, w końcu, buchnęło, a ogień, znów był pomarańczowy.
Zayn, ugasił ognisko, a my wszyscy ruszyliśmy w stronę salonu, gdzie Hazza siedział razem z opiekunami rudowłosej. Usiadłem na ziemi, uważnie oglądając czubki swoich butów.
- Przecież musimy coś z tym zrobić- szepnęła Sophia.
- Ona nie chce pomocy, ktoś jej kazał nam to powiedzieć, znacie ją, znacie jej przeszłość, nigdy by nie pozwoliła, żeby ktoś zobaczył, że się boi- zaczął Zayn.
- To co mamy zrobić?- szepnąłem.
- Zaczekać- odezwał się Joe.
- Na co? Aż się zaćpa? Aż ktoś ją zabije?- warknął Louis.
- Aż poprosi- powiedział Liam.
Patrzyłem na nich ze zdziwieniem. Nie reagowałem, kiedy się do mnie zwracali, chcą czekać, a kto powiedział, że ja chce czekać razem z nimi? Ona miała takie życie, że nie wiadomo co zrobi kiedy się zdecydujemy na czekanie, ona może być o wiele dalej niż była na samym początku. Ona nie czeka ona idzie naprzód. I ty Horan, albo idziesz z nią, albo zostajesz w tyle.
Słyszałem, zdenerwowane szepty dziewczyn. Uniosłem głowę chłopaków, już nie było w salonie. Westchnąłem, wstałem i ruszyłem do kuchni, gdzie stali moi przyjaciele, trzymając w dłoniach butelki z piwem. Liam mnie zauważył, otworzył lodówkę i podał mi jedno, a on trzymał butelkę wody. Zaśmiałem się, otworzyłem napój i wziąłem kilka porządnych łyków.
W radiu leciały jakieś cholernie smętne utwory. Po niecałych dziesięciu minutach do kuchni zagościły dziewczyny, uśmiechnęły się do nas, ciocia Melissa podeszła do Frosta, przytuliła się do niego, na co tylko wytrzeszczyłem oczy. Chyba wolę w to nie wnikać. Eleanor, usiadła na blacie przy Tommo, Sophia, wtuliła się w tors Payne'a, a Perrie, zabrała butelkę piwa Malika, upiła trochę, uśmiechnęła się do niego słodko i oddała napój z procentami zdziwionemu chłopakowi.
Popatrzyłem zażenowany na Harrego, który przypatrywał się etykietce na swojej butelce. Nie gadaliśmy od wczoraj. Czuję się jakbym wypadł za burtę, a przyjaciołom, już na tym nie zależy czy z nimi będę czy nie.
Zobaczyłem przed sobą uśmiechniętą Perrie, która zaczęła się bawić moją grzywką.
- Ziemia, do Horanka- pisnęła.- Halo, ktoś tu jest daleko z myślami- zaśmiała się.
- Pewnie z Lucy- skomentował Louis.
- Odpierdol się- warknąłem.
- Stary co ty masz? Pierwszego dnia, pokonała cię w wyścigu, drugiego zdążyłeś ją tak wkurwić, że aż poszła z tobą na galę, trzeciego się z nią całowałeś, czwartego, ona wylała na ciebie połowę kartonu mleka. I na wszystko zasłużyłeś, nie czekaj na drugi i trzeci dzień nie- uśmiechnął się Hazz.
- Przyznaj, że się w niej zadudlałeś- mruknął Zayn.
- Przepraszam bardzo, ty też się we mnie zadudlałeś?- warknęła Edwards.
Chłopak zmieszany, zaczął drapać się  po karku, mrużąc przy tym oczy. Blondynka spojrzała na niego tak, że kolana, aż miękną. Zająknął się i zaprzeczył kiwnięciem głowy.
- No to co zrobiłeś?- mówiła dalej.
- Zakochałem się na zabój w mojej pięknej, kochanej i uroczej Perrie- krzyknął, a wszyscy wokół, zaczęli go uciszać.
- Boże co tu za czułości- usłyszeliśmy głos z holu.
Wszyscy tam ruszyliśmy, a tam z walizką, stała Danielle. Calder od razu rzuciła się jej na szyję, przez co ona prawie upadła, gdyby nie Lou, stojący najbliżej nich. Dziewczyna położyła dłonie a biodrach i przyglądała się nam. W końcu pisnęła i rzuciła się w objęcia loczka. Potem Tommo, Zazy, Pers, Mel, Joe. Poczułem jak ramionami obejmuje mój kark. Szybko objąłem ją w pasie i przyciągnąłem mocniej do siebie.
Oderwała się ode mnie i spojrzała na Sophię i Payne'a. Chłopak wyciągnął ręce w jej stronę, a ona się do niego wtuliła. Tylko ułamek sekundy, a dziewczyna się od niego odsunęła i przytuliła Smith.
- Co tu robisz?- spytał Frost.
- Właśnie skończyły się te wszystkie przygotowania i mam miesiąc wolnego, więc przyjechałam z powrotem do Londynu- uśmiechnęła się, a Eleanor jeszcze raz się do niej przytuliła.
Usłyszeliśmy szczekanie, spojrzeliśmy do góry, a ze schodów właśnie zbiegł jasny labrador. Skoczył na Liam'a, pomachał parę razy ogonem, kiedy chłopak zaczął go głaskać za uchem.
- Ale fajny, sprawiliście sobie pieska?- pisnęła brunetka.
- Tak jakby- mruknąłem.
 Próbowała go pogłaskać, ale on zaczął na nią warczeć, przestraszyła się i odeszła parę kroków do tyłu. Uśmiechnąłem się lekko i przywołałem do siebie. Od razu podszedł i domagał się pieszczot. Kiwnąłem głową na Dan, podeszła powoli do mnie i ukucnęła.
- Nie lubi nowych- zaśmiałem się.
- No to chyba ja nie powinnam go lubić- uśmiechnęła się szeroko i podrapała psa lekko za uchem.
- Widzisz? Dani jest fajna, przekonasz się- powiedziałem i wstałem.
Minęły może z cztery godziny, wszyscy siedzieliśmy przy kuchennym stole nad laptopem El, śmiejąc się z różnych filmików. Piłem właśnie czwarte piwo, kiedy przez próg przeszła Lucy w rozczochranych włosach, mrużąc oczy.
- Kochanie, coś nie tak?- spytała Melissa.
Ona tylko machnęła ręką, jęknęła coś i poszła do lodówki. Wróciła do nas z szklanką mleka, siadając przy stole. Blue, od razu pojawił się przy swojej właścicielce, skamlając przy tym. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i zaczęła go głaskać, zauważyłem, ze ma całe czarne paznokcie, zmarszczyłem brwi i lekko ją szturchnąłem.
Podniosła na mnie wzrok i uniosła do góry brwi. Na sam ten widok, aż uśmiechnąłem się szeroko. Śpiąca Lucy, ze zdziwionym wyrazem twarzy, moment godny uwiecznienia. Pokazałem tylko na jej paznokcie, a ona wzruszyła ramionami.
- Skończyłam- szepnęła.
- Co skończyłaś?- zdziwił się Zayn, cały czas przypatrując się dziewczynie.
Lucy popatrzyła niepewnie na ciocię Mel, uśmiechnęła się i zaczęła iść w stronę pracowni James. Poszliśmy za nią, ciekawi obrotu sprawy.
- Byliście zajęci, ja jakieś dwie godziny temu się przebudziłam i no nie chciało mi się już spać, więc pomyślałam, że mogę coś zmajstrować- zaśmiała się.
Otworzyła drzwi, pomieszczenie zwykle zagracone, pełno przyrządów do malowanie, bristole, a po ziemi porozrzucane obrazy cioci Mel, które zwykle wisiały na ścianie. Pomalowanej ścianie.
Malunek na długości około trzech metrów. A przedstawiał nas wszystkich. Siedzieliśmy przy ognisku, tak jak dzisiaj wieczorem, każdy dokładnie na swoim miejscu, ognisko buchało zielonymi płomieniami, a ciocia Mel i Joe stali objęci w szklanych drzwiach od tarasu.
- Może nie jest idealny, przyzwyczaiłam się malować farbami w sprayu, no a ty chyba ciociu takich nie masz- zaśmiała się, patrząc na blondynkę.
- Jest cudowny- odpowiedziała jej.
- Ktoś tu ma cholerny talent- szepnęła Lani.
Ruda spojrzała na nią, uśmiechnęła się i lekko zmarszczyła brwi. Wyciągnęła do niej ręke, cały czas ją mierząc.
- Lucy- powiedziała, kiedy brunetka ujęła jej dłoń.
- Danielle, była dziewczyna Liama- zaczęła się śmiać.
- Miło mi.
Reszta wieczoru zleciała nam na rozmowach, wygłupach i oglądaniu jakiś głupich seriali. Nawet nie zorientowałem się kiedy wylądowałem w swoim łóżku z Danielle...
[Lucy Cane]
Obudziło mnie ciche skomlenie. Otworzyłam oczy i popatrzyłam na Blue. Podrapałam go za uchem i  wstałam z łóżka. Chwyciłam z szafy czarną sukienkę na ramiączkach, kolorowy krótki top, pasek z napisem "PARIS" i różowe trampki. Od razu się ubrałam i poszłam do łazienki. Umyłam zęby, wyprostowałam czerwone włosy, nałożyłam na twarz kremem. Zawołałam psa, który pobiegł za mną na dół, gdzie ciocia Mel śmiała się razem z Joe.
Uśmiechnęłam się lekko i stanęłam przed nimi, opierając się dłońmi o blat. Popatrzyli na mnie zdziwieni.
- Co?- zaśmiałam się.
- Wcześnie wstałaś- szepnęła Mel.
Spojrzałam na zegarek, faktycznie była dopiero szósta rano. Wzruszyłam ramionami i dalej im się przyglądałam.
- Naprawdę wcześnie, Joe, przyjechałeś do nas tak wcześnie?- spytałam.
On zmieszany, zająknął się lekko. Zaczęłam się śmiać. Położyłam dłoń na jego ramieniu i lekko kiwnęłam głową.
- Okej, Josephie, mam nadzieję, że dobrze się bawiliście.
- Lucy!- krzyknęła blondynka.
- Tak?
- Daj spokój- zażenowała się.
- Mam nadzieję, że Joe, niedługo z nami zamieszkasz- uśmiechnęłam się.
Chwyciłam zabawkę psa i wybiegłam na taras, a Blue za mną. Cały czas szczekał na piszczącą kość. Śmiałam się, widząc jego marne starania, wyrwania mi jej z ręki.
- Chcesz? Chcesz? To łap, aporot Blupie!- krzyknęłam i rzuciłam ją w stronę stawku.
Kiedy piszczałka wylądowała w wodzie, usłyszałam tylko chlust i widziałam jak labrador męczy się z wyłowieniem swojej ulubionej zabawki.
Usiadłam na trawie, przyglądając się unoszącemu ku górze słońcu. Poczułam jak naskakuje na mnie pokry pies. Pisnęłam i krzyknęłam, leżałam na trawie pod wielkim, mokrym psem, który lizał mnie po twarzy. I po co używałaś brzoskwiniowego kremu Lucinda?
Na podwórko wybiegła Sophia w samej bluzce Liama. Zaczęłam się śmiać jeszcze głośniej.
- Boże, Lucy, ale mnie wystraszyłaś- dziewczyna pisnęła i ściągnęła ze mnie psa.
- Dziękuję Soph- uśmiechnęłam się- obudziłam cię?- spytałam.
- Nie, właśnie szłam po wodę- powiedziała i spojrzała po sobie.
Chyba zrozumiała, że wyleciała na dwór w samej koszulce, która ledwo co zasłaniała jej walory. Zarumieniła się i zaczęła iść w stronę szklanych drzwi. Klepnęłam ją w tyłek i zaczęłam się śmiać. Ona pisnęła, a po chwili dołączyła do mnie. Weszłyśmy do kuchni, gdzie skacowany siedział Harry. Zmarszczyłam brwi i potargałam jego loczki.
- Cześć Harry! Jak się masz?- spytałam.
- Nie teraz skarbie, mam największego kaca, ever- szepnął, a jego głowa, zderzyła się z blatem stołu.
- Faktycznie ma kaca, nazwał mnie skarbem- zaśmiałam się.
Podeszłam do dziewczyny mojego kuzyna i pomogłam jej robić śniadanie. Z tostera, po kolei wypadały tosty, a kiedy było ich wystarczająco dużo, do kuchni wszedł Niall. Popatrzyłam na Sophię, a ona wsadziła kolejne kromki chleba do tostera. Zaczęłyśmy się śmiać.
Chłopak zdezorientowany spojrzał na nas i przyglądał się nam. Po kilku minutach wypadły kolejny tosty i tym razem było ich już naprawdę wystarczająco dużo, nawet jak na Niall'a. Postawiłyśmy jedzenie na stole. Usiadłam pomiędzy loczkiem, a Irlandczykiem. Chwyciłam miód i posmarowałam sobie nim chleb.
Harry'emu podałam ciepłe mleko, może mu choć trochę przejdzie. Chłopak od razu wypił napój, uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam gest i posłałam mu w powietrzu buziaka. Do kuchni uśmiechnięta weszła Danielle.
- Dzień dobry- przywitała się.
Widziałam, jak Niall się spina, widząc dziewczynę. Zmarszczyłam brwi, ugryzłam kolejny kawałek tosta i poczułam jak głowa loczka ląduje na moim ramieniu. Spojrzałam na niego, brawo geniuszu, zasnąłeś. Wywróciłam oczami.
- Li, pomóż- szepnęłam.
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony, a dopiero potem zdał sobie sprawę, że Hazz zasnął. Zaśmiał się, wziął Tommo pod rękę i zabrali ode mnie Stylesa. Zaprowadzili go na sofę do salonu. Peazer podeszła do blondyna i pocałowała go w policzek.
Wytrzeszczyłam oczy zdziwiona, podobnie zrobiły El i Sophia. Horan uśmiechnął się lekko, kiedy ona zajęła miejsce koło niego. Usłyszałam dzwonek swojej komórki. Wyciągnęłam ją z kieszeni i odczytałam wiadomość.
"To takie przykre, chyba go polubiłaś, a on poleciał na byłą dziewczynę swojego przyjaciela. Pewnie dlatego, że ty jesteś zdzirą. Całuski. 
Ross."
Wywróciłam oczami. Od rana już mnie będziesz męczył palancie? Miałam ochotę mu odpisać. No, ale oczywiście, numer zastrzeżony. Świetnie. Nie obchodził mnie to co się działo u Horana. Jego sprawa. Chce być z Danielle, przecież mu nikt nie zabroni.
Wstałam od stołu i poszłam do siebie. Wzięłam torebkę, spakowałam do niej portfel, parę innych drobiazgów. Włosy związałam w wysokiego kucyka i zeszłam na dół.
Weszłam z powrotem do kuchni, popatrzyłam na wszystkich. Uśmiechnęłam się lekko.
- Jadę do miasta- powiedziałam.
- Po co?- zdziwił się Joe.
- Niespodzianka- cmoknęłam.
Akurat przyszła kolejna wiadomość. Odblokowałam klawiaturę, była od Matta. Zaczęłam ją czytać.
"Zwarci i gotowi, rozpakowani w rodzinnym domu Ricka. Czekamy na ciebie na Oxford street. Do zobaczenia młoda. Pamiętaj galeria handlowa. Yale chciała mnie udusić, kiedy mówiłem jej, że nie chce mi się chodzić po sklepach."
Uśmiechnęłam się lekko. Pomachałam im na odchodne i wyszłam. Wybiegłam na ulicę. Rozglądając się za taksówką. Niedaleko stała jakaś wolna. Podbiegłam do niej i wsiadłam. Powiedziałam kierowcy gdzie ma się udać.
No dobra, zobaczysz się ze swoją ekipą. On chcą ci tylko pomóc. Pamiętaj. Ross jest zdolny do wszystkiego. Może nawet mnie zabić. Przełknęłam ślinę i spojrzałam w szybę. Po niecałych dwudziestu minutach byłam już w galerii. Zaczęłam się kręcić po centrum szukając swoich przyjaciół.
- Lucy!- usłyszałam.
Odwróciłam się i zobaczyłam uroczego blondyna. Rick, właśnie biegł w moją stronę. Wpadłam w jego ramiona. Wtuliłam się w niego mocniej i przymknęłam oczy. Pachniał popiołem i spalinami z Seattle. Tęskniłam za tym zapachem.
- Boziu, ty rudzielcu ty- zaśmiał się.
- Cześć Patrick- uśmiechnęłam się.
Po chwili obok nas była już Yale, która piszczała na mój widok. Wszyscy po kolei mnie ściskali i mówili jak dobrze mnie widzieć. Wypatrywałam Matta, Caro, powiedziała, że poszedł po coś do picia. Poczułam jak ktoś zasłania mi oczy. Chwyciłam go za ręce i odwróciłam się w jego stronę. Rzuciłam mu się na szyję, okręcił nas wokół siebie. A kiedy postawił mnie na ziemi, musnął wargami mój policzek.
- Jeju, jak ja za wami tęskniłam- pisnęłam i wszystkich jeszcze raz mocno przytuliłam.
[Danielle Peazer]
Szłam właśnie ulicami Londynu. Musiałam kupić sobie jakieś nowe buty na próby, bo w starych całe podeszwy mi się zdarły. Myślałam o tym co wydarzyło się w nocy, Nigdy bym nie sądziła, że zrobię coś takiego. Oboje byliśmy pijani, ale to nas nie usprawiedliwia. Przypomniałam sobie każdy jego dotyk. Jak całował moją szyję. Na samo wspomnienie uśmiechałam się do siebie.
Usłyszałam znajomy głos i śmiech. Odwróciłam się i zobaczyłam rudowłosą kuzynkę Payne'a. Pijaną, w towarzystwie jakiś, no nie wiem buntowników. Żaden z nich nie wyglądał bezpiecznie. Nawet Lucy, szła na przedzie, z miną godna zabójcy, pomimo jej uroczego i perlistego śmiechu, ludzie omijali ją z daleka.
Przebiegłam przez ulicę i stanęłam naprzeciwko niej. Popatrzyła na mnie, wskazała ręką i uśmiechnęła się głupkowato.
- Ty przespałaś się z Horanem- zaśmiała się- wiesz, że to nawet dobrze. Ale uważaj mnie nazwał dziwką, bo zasnęłam w łóżku razem z loczkiem, tylko spaliśmy. Teraz mam coś na niego, to on jest dziwką- zaczęła się śmiać jeszcze głośniej- a wiesz, że my się całowaliśmy jakieś dwa dni temu- wybełkotała.
- Lucy, co się stało?- spytałam.
- Poznaj Matta. On jest moim przyjacielem, no i oni też. Ale za dużo imion, pewnie nie zapamiętasz. Zresztą przejmuj się Niall'em- zaczęła.
Spojrzałam na bruneta. Patrzył się na nią z troską. Objął ją lekko ramieniem. Popatrzył na mnie i kolana mi zmiękły. Jego niebieskie oczy pokazywały piękno oceanu. Uśmiechnęłam się lekko.
- Może powinnam ją zaprowadzić do domu- powiedziałam.
- To chyba jest dobry pomysł- powiedział cały czas mi się przyglądając.
- Matt, ale ja nie chcę- jęknęła dziewczyna.
- Lucy, jutro się spotkamy, teraz wypocznij i już z tobą nie pijemy, masz za słabą głowę- zaśmiał się.
- A dasz mi buzi?- spytała się.
Chłopak przewrócił oczami i pocałował ją w czubek głowy. Trzepnęła go po ramieniu, ale i tak się śmiała. Chwyciłam ją pod ramię i zaprowadziłam do swojego samochodu. Zapięłam ją pasami i ruszyłam przez aleje. Słyszałam, jak dziewczyna coś mruczy pod nosem. Włączyła radio i zaczęła podrygiwać w rytmie muzyki. Po kilku minutach zatrzymaliśmy się na podwórku Melissy. Pomogłam wysiąść Lucy i poszłyśmy do drzwi.
Zadzwoniłam dzwonkiem, natychmiast otworzył mi Liam.
[Liam Payne]
Otworzyłem drzwi i zobaczyłem Danielle, podtrzymującą moją kuzynkę. Spojrzałam na nie niepewnie.
- Co się stało?- spytałem, biorąc Lucy na ręce.
- Cześć Liaś- zaśmiała się i pocałowała mnie w polik.
- Upiła się z jakimś Mattem- powiedziała brunetka.- A i radzę, żeby na razie Niall, jej nie wchodził w paradę, bo go zwyzywa.
- Dlaczego?- zdziwiłem się.
- Bo się z nim przespałam- szepnęła, spuszczając oczy.
Uniosłem do góry brwi, próbując zrozumieć co powiedziała. Moje oczy prawie wyszły z orbity, kiedy uświadomiłem sobie, że moja była dziewczyna spała z moim najlepszym kumplem.
- Ty, co?- warknąłem.
- Wiem, źle zrobiliśmy, ale byliśmy pijani- zaczęła.
- Wiesz co? Lepiej będzie, jeśli na jakiś czas nie będziesz nas odwiedzać- powiedziałem oschle i zamknąłem drzwi.
Zaniosłem dziewczynę do jej pokoju. W między czasie zdążyła zasnąć. Położyłem ją na łóżku i przykryłem kołdrą. Usłyszałem dzwonek jej komórki. Szybko go wyjąłem, żeby jej nie obudzić i odebrałem.
- Halo?- powiedziałem.
- Czemu zabrałeś jej telefon? Nie ładnie kraść- usłyszałem męski głos.
- Kim pan jest?- spytałem.
- Lucy wie kim jestem, a ty uważaj na kuzyneczkę, może jej się stać coś bardzo złego i uwierz mi zadbam o to- zaśmiał się i rozłączył.
Wpatrywałem się w wyświetlacz jeszcze przez chwilę. Schowałem telefon do kieszeni. Zszedłem na dół, gdzie czekała na mnie Sophia, rozmawiała właśnie z Niall'em.
- Kto to był?- spytał.
- Lucy z Danielle. Młoda się upiła- warknąłem.
- Co?
- Do Londynu przyjechał Matt, jej cholerna pierwsza miłość- powiedziałem, patrząc na blondyna.
- To chyba dobrze?- spytała Soph.
- Nie, bo to przez niego ciocia Mel znalazła ją na posterunku. A ty, nie powinieneś się teraz zajmować Danielle?- prychnąłem w stronę Horana.
Chłopak wstał i wyszedł z salonu. Szatynka patrzyła na mnie z wytrzeszczonymi oczami. Wzruszyłem ramionami i przytuliłem ją do siebie. Na pewno nie pozwolę, żeby stało się coś Sophii, ani Lucy.
__________________________________________
Okej tak o to i mamy rozdział 10 :D
Mam nadzieję, że się wam podoba :)
Szczerze mówiąc nie jestem z niego zadowolona, no, ale jakieś rozdziały muszą być nudne :D Chyba...
Jeśli macie jakieś pytania to zapraszam do siebie na ASK
Ogólnie to Aj Lof Ju, Gajs <3 :D 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ 

Taka prosta zasada :* 
Lovki, kiski i uściski *.*
A i taka sprawa, wyjeżdżam na wakacje, na tydzień, więc następny rozdział pojawi się dopiero za tydzień :*
Także do zobaczenia <3 

~Evil Queen.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 9.

Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam. Przytuliłam się do niego, on położył mi głowę na ramieniu i kołysaliśmy się tak przez chwilę. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed nami kamery. Zagryzłam dolną wargę i spojrzałam na Horana, który uniósł, zabawnie brwi do góry. Przytaknęłam, a on się uśmiechnął od ucha, do ucha.
- Chodź wychodzimy- szepnął i pociągnął mnie w stronę wyjścia.
Zaczęłam się śmiać, jak tylko wyszliśmy, chłopak objął mnie ramieniem w pasie i ruszyliśmy ulicami miasta.
Spacerowaliśmy długo, bardzo długo. W końcu zaczął zapadać zmrok. A my ciągle mieliśmy o czym rozmawiać. To niesamowite ile mamy wspólnego. Patrząc na niego, naprawdę się uśmiechałam, jako jeden z nielicznych widział moje dołeczki w policzkach.
- Ale będzie zamieszanie w wiadomościach plotkarskich- zaśmiał się- Horan? Horan w końcu się zakochał?
- Uciekli razem z gali, gdzie, po co, jak?- skomentowałam.
- Śpiewał dla niej jedną z najromantyczniejszych piosenek One Direction- powiedział i przystanął patrząc mi w oczy.
Zadrżałam z zimna. Chłopak się uśmiechnął, zdjął swoją marynarkę i zarzucił mi ją na ramiona. Chwyciłam go za rękę i poszliśmy dalej.
- Ciekawa jestem jak ciocia Mel to przetrawi- zaśmiałam się idąc po krawężniku, lekko się chwiejąc.
Horan mocniej ujął moją dłoń, żebym nie upadła.
- Nie wiem, pewnie będzie dumna, ona uwielbia, jak ktoś wyroluje media- mruknął.
- Co? Naprawdę?- zaczęłam się śmiać.
Irlandczyk przytaknął i chwycił mnie na ręce, kiedy prawie ześliznęłam się na ulicę. Okręcił się wokół własnej osi. Śmiałam się coraz głośniej, kiedy nagle zza zakrętu wyleciało stado fotoreporterów. Chłopak postawił mnie na nogi i pobiegliśmy przed siebie. Skręciliśmy, a niedaleko był ślepy zaułek. Dopóki jeszcze paparazzi nas nie dogoniło, chwyciłam chłopaka i pociągnęłam go w szparę między budynkami. Dobiegliśmy do drabinek. Uśmiechnęłam się do niego.
- Nie wpadłbym na to- stwierdził i sapnął.
- Nie pierwszy raz się ucieka, nie chociaż czekaj, przed paparazzi pierwszy- zaśmiałam się oparłam dłonie na kolanach.
Zaczęłam głęboko oddychać. Spojrzałam na drabinę i powoli na nią weszłam. Wysokie obcasy i drabinka? Powiedzmy, że czułam się niepewnie. Dotarłam na samą górę i aż dech w piersi zapierało. Niall stanął obok mnie i uśmiechnął się. Było stąd widać cały Londyn. Tak piękny nocą, tak cudownie oświetlony. Widziałam Big Bena, London Eye i Tower Bridge. Widziałam samochody jeżdżące pod nami. Zakryłam twarz dłońmi. Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę się dzieje. Moje życie zmieniło się w bajkę.
- Pani pozwoli- szepnął mi do ucha Irlandczyk i objął mnie w talii.
Przytuliłam się do Horana i kołysaliśmy się tam tak, długo, aż na Big Benie nie wybiła północ.
***
Dojechaliśmy do domu. Niall zapłacił za taksówkę, wysiadłam i weszłam przez bramę do ogródka. Usiadłam na fontannie, a blondyn stanął przede mną.
- Co?- spytał.
- Nic, tylko dziękuję za cudowny wieczór-szepnęłam.
Podał mi dłoń, którą ujęłam, wstałam i pocałowałam go w policzek. Ruszyliśmy do jeszcze pustego domu i każdy udał się do swojego pokoju.
Padłam na łóżko i uśmiechnęłam się sama do siebie. Wpadłaś, dziewczyno wpadłaś, jak śliwka w kompot.
No bo, czy to możliwe, że marzenia się spełniają, a sny stają się rzeczywistością? Czy prawdziwa miłość istnieje?
Usłyszałam ciche dźwięki gitary, które dochodziły z pokoju Horana. Tak pięknie potrafi grać. Zaczął coś śpiewać. Słyszałam tylko nie które fragmenty:
Tak, bardzo pragnę być twoim oczkiem w główce...
Proszę oddaj mi klucz do twojego serduszka,
nie bój się uczuć. 
Powiedz, to czego pragniesz...
Nie bój się fleszy, to tylko nasza kara, 
za tak doskonałą miłość...
Bosa do mnie przyjdź, 
powiedz co cię trapi. 
Będę przy tobie...
Kochanie daj nam szansę. 
Słyszałam jak coś mocno uderzyło. Zerwałam się na nogi i już chciałam zobaczyć co się stało, ale to by oznaczało, że słyszałam go, oznaczałoby, że mi na nim zależy.
A mi przecież na nim nie zależy, prawda?
Zdjęłam buty i sukienkę, w samej bieliźnie wsunęłam się pod kołdrę. Przecież, to jest niemożliwe. Znam go od trzech dni. W ciągu tych trzech dni, moje życie stało się tak cudowne, tak piękne. To byłoby niemożliwe gdybym, jeszcze zaczęła kochać. Kochać tak mocno, tak bardzo, jak kochałam Matta...
~*~
-Opuściłaś nas! Zostawiłaś na pastwę losu! Mamy ci być wdzięczni? Za co? Zabrałaś nam jedyne ukojenie od tego piekła na ziemi! Nie jesteś już moją córką!- krzyczał, jednocześnie bijąc mnie po plecach. 
- Nie! Zostaw ją!- usłyszałam głos bruneta, który tak bardzo przeze mnie cierpiał.
Rzucił się pod pasek mojego ojca i został zdzielony w twarz. Chciałam krzyczeć, uciekać, bić, chciałam tak bardzo chciałam go ochronić. Nie mogłam pozwolić, żeby cierpiał jeszcze bardziej z mojego powodu. Nie mogłam na to pozwolić. Nie mogłam się z tym pogodzić, że go zostawiłam. 
Wstałam, ledwie trzymając się na nogach. Spojrzałam na mężczyznę, którego kiedyś tak bardzo kochałam i szanowałam. Uderzyłam go prosto w twarz. 
Zaczęłam krzyczeć jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa. Widziałam, że zaczyna się denerwować, już podnosił rękę, aby znowu mnie uderzyć, kiedy ktoś chwycił mnie w pasie i pociągnął w swoją stronę. Odwróciłam się do blondyna, który został obrzucony przez mojego ojca samymi obelgami. 
Alkoholik, tak to jedyne właściwe słowo opisujące mojego tatę, podszedł do nas i zaczął bić Horana.
-Lucy!
Krzyczałam, płakałam, próbowałam go powstrzyamć, ale widziałam tylko jak krew blondyna zaczyła cieknąć po jego twarzy.
-Lucy! Obudź się!
Opadłam na kolana i czułam jak kolejna fala bólu, zaczyna zalewać mnie od środka. Po raz kolejny, mój tata mnie skrzywdził...
~*~
Obudziłam się z krzykiem, od razu unosząc się do pozycji siedzącej. W moim pokoju było jasno. Światło było zapalone. Popatrzyłam na chłopaka, który przy mnie siedział. Czułam, jak łzy wypływają mi z oczu. Łzy, które mi się śniły.
Przytuliłam się do kuzyna, a ten lekko westchnął i mocniej mnie objął. Zauważyłam, że za nim stał zdenerwowany Harry.  Po chwili przysiadł koło Payne'a i przytulił się do nas.
Po paru minutach chłopcy się ode mnie odsunęli i lekko uśmiechnęli.
- Koszmar?- spytał Harry zdejmując swoją bluzkę i ubierając ją na mnie.
No tak, pól naga dziewczyna przy dwóch chłopakach, nie za dobrze by to wyglądało. Uśmiechnęłam się do niego i przytaknęłam. Payne odchrząknął. Spojrzałam na niego, unosił lekko brwi i obserwował nas.
- Czeka na mnie Sophia- szepnął, a ja się uśmiechnęłam szeroko- nie szczerz tak tych kłów, mała. Jakby co, jak chcesz to wołaj, krzycz, cokolwiek, cioci Mel jeszcze nie ma. Lou jest z Els w swoim pokoju- uśmiechnęłam się jeszcze szerzej- Zayn jest u Perrie- nie wiem czy się da, ale uśmiech stał się jeszcze szerszy.
Chłopak wstał i wyszedł, po chwili Harry też się uniósł i już chciał wychodzić, kiedy...
- Harry?- usłyszałam swój głos. Chłopak odwrócił się z uśmiechem.
- Tak?- spytał.
- Mógłbyś ze mną zostać?- zapytałam łamiącym się głosem.
Chłopak westchnął, zamknął drzwi i położył się koło mnie na łóżku. Rozłożył ramiona i spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się i przytuliłam do chłopaka.
- Kiedy wróciliście?- spytałam.
- Lou i Els jakoś po pierwszej wyszli razem z Zayn'em i Perrie. Ja z Jasmine i Payne'ami, po drugiej, pojechaliśmy odwieźć dziewczynę i wróciliśmy- odpowiedział, a ja przytaknęłam- A teraz śpij mała- szepnął i pocałował mnie w czubek głowy.
Zamknęłam oczy i dałam objąć się ramionom Morfeusza.
***
Obudziło mnie trzaskanie drzwiami. Otworzyłam oczy, czując na swoim karku, oddech Hazzy. Uśmiechnęłam się lekko czując jego dłonie na swoim brzuchu. Krzyki z dołu, nie dawały mi spokoju, ale nie chciałam obudzić, chłopaka, więc powoli zaczęłam wysuwać się z jego objęć.
- Nie śpisz już?- usłyszałam jego zachrypnięty głos.
Popatrzyłam na niego i pokręciłam głową. Od jak dawna mi się przygląda? Uśmiechnął się, a jego niesforne loczki, lekko zaczęły opadać na twarz. Odruchowo, zaczęłam je odgarniać, aby znowu ukazały się jego śliczne zielone oczy. Zmieszana wzięłam dłoń i wstałam.Chłopak cały czas nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Idę się ubrać, do zobaczenia, na śniadaniu Luc- westchnął, a ja przytaknęłam.
Poszłam do łazienki, zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod gorący prysznic. Czułam jak krople wody spływają po mnie zmywając, pozostałości po nocnym koszmarze. Wymyłam się żelem jagodowym, czując jego woń, uśmiechnęłam się, i zmoczyłam poplątane włosy, woda spływała mi po twarzy czyszcząc ją z makijażu. Wyszorowałam truskawkowy szampon w rude włosy, lekko za nie ciągnąc i szarpiąc.
Ukojenie, to teraz czuję, brak tego brudu, który męczy mnie od zewnątrz, jak i brak bólu, który chodzi za mną wewnątrz. Owinęłam się ręcznikiem. Popatrzyłam na siebie w lustrze. Siniaki po wiecznych kłótniach z ojcem, jeszcze do końca nie zniknęły, ale z każdym dniem robiły się coraz mniej widoczne.
Ubrałam czystą bieliznę i koszulkę loczka. Wyszłam z łazienki, wzięłam czarne rurki, które szybko włożyłam, wkładając do nich niechlujnie, końcówkę koszulki. Założyłam białe skarpetki i zaczęłam szukać swoich białych conversów.
Sapnęłam i spojrzałam pod łóżko, gdzie ukryta była cała moja kolekcja butów, które nakupiła mi Mel. Chwyciłam trampki, a za nimi stała mała biała karteczka, przyklejona do białej foliowej paczuszki. Zmarszczyłam brwi, wzięłam to do ręki.
Nabrałam powietrza. Torebeczka była wypełniona białym proszkiem. Odczytałam liścik.
"Jak mogłaś nas zostawić? Smutno nam bez ciebie, bardzo tęsknię, za twoim przyjemnym ciałkiem, pamiętaj, że ja cię widzę. 
A to prezent, abyś o nas nie zapomniała, baw się dobrze skarbie."
Zakręciło mi się w głowie, szybko wrzuciłam to do szuflady. Nie chcę na to patrzeć, później się tym zajmę. Założyłam buty i udałam się ponownie do łazienki, wysuszyłam włosy, które spięłam w niesfornego koka. Wyszorowałam zęby, i nałożyłam na twarz odrobinę BBcremu, rzęsy lekko wymalowałam mascarą, a usta pomalowałam pomadką ochronną.
Spojrzałam na siebie w lustrze, koszulka Harry'ego fajnie nawet na mnie pasowała, czułam się luźno. Na ręce zapięłam skórzaną bransoletkę i zeszłam na dół.
- Twoja kuzynka już się puściła- usłyszałam głos Horana.
Weszłam do kuchni, popatrzyłam na blondyna z wytrzeszczem oczu. Zająknął się lekko, a Louis cicho przeklną pod nosem. Uśmiechnęłam się lekko, chwyciłam, szklankę z mlekiem, która stała przy Harrym i wylałam ją blondynowi na głowę.
- Nie wiesz co się dzieje, to nie wpierdalaj swojego nochala gdzie popadnie, Horan- syknęłam.
- A co może nie poleciałaś za Harrym do łóżka?- warknął.
- Po pierwsze to moje łóżko, więc jakby ktoś gdzieś leciał, to Harry za mną, po drugie, dajcie kolejne mleko, bo jedno chyba nie starczyło na orzeźwienie twoje malutkiego mózgu, czekaj nie mózgu, zapomniałam że faceci myślą fiutem. Po trzecie, to puścić mogę wodę z kranu, a nie siebie. Po czwarte, aż tak cię to gryzie? A po piąte, nie uprawialiśmy żadnego sexu- powiedziałam jak na mnie wyjątkowo spokojnie.
Chłopak patrzył na mnie z przymrużonymi oczami. Odwrócił się i poszedł do góry. Nabrałam powietrza, pokręciłam z politowaniem głową i usiadłam obok Hazzy.
- Wypraszam sobie, ja też myślę fiutem?- zapytał Louis.
Przewróciłam oczami, trzasnęłam się w czoło, wzięłam karton mleka i nalałam trochę do szklanki. Eleanor przyglądała mi się uważnie, uśmiechnęłam się lekko do niej.
- Wczoraj dobrze się bawiliście, więc co się stało?- nagle zadudnił jej głos w moich uszach.
Spojrzałam niepewnie w jej stronę. Miała rację, ale co mam poradzić na to, że zachował się jak totalny palant. Chwyciłam kawałek arbuza i wgryzłam się w niego, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Nie jestem łatwa-powiedziałam, a Liam przybił mi piątkę.
Skończyłam jeść owoc, a z mojej kieszeni wydobył się dźwięk dzwonka. Wyjęłam telefon, przy okazji, łapiąc kawałek marchewki, odebrałam i przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo?- spytałam i ugryzłam kawałek.
- Ja też nie myślę fiutem, kochanieńka, powinnaś o tym najlepiej wiedzieć- usłyszałam dobrze znany głos. Zachłysnęłam się warzywem, a Harry i Zayn zaczęli mnie klepać po plecach.
Kiwnęłam głowę w ich stronę z lekkim uśmiechem. Skąd on ma mój numer? Matt nie byłby takim chujem, bądź co bądź. Rozejrzałam się dookoła, spodziewając się, że stoi gdzieś na tarasie.
- Skąd to wiesz?- szepnęłam odchodząc od stołu.- Jak mnie znalazłeś?
- Przede mną nie uciekniesz, zapamiętaj, jesteś moja, nikogo innego- zaśmiał się i połączenie zostało zerwane.
Schowałam telefon do kieszeni, wyszłam na ogródek i zaczęłam się rozglądać. Daj mi odpowiedź skurwysynie, a nie rozłączasz się, kiedy ci się podoba.
- Lucy, coś się stało?- usłyszałam Sophię.
Pokręciłam przecząco głową, a na swoim ramieniu poczułam jej drobną dłoń. On jest nieobliczalny, co jeżeli zrobi coś komuś kogo kocham. Chciałam z nim pogadać, ale nie mam numeru, dzwonił z zastrzerzonego. Niech go cholera trafi, mnie nie wystraszy. Tylko niech się odpierdoli od kogokolwiek, z kim mam styczność.
Dziewczyna złapała mnie za dłoń i ruszyliśmy z powrotem do reszty naszych przyjaciół. Usiedliśmy na sofie, a Lou włączył telewizor. Pojawił się obraz mój i Horana, całujących się na gali. Wymieniłam z chłopakiem nienawistne spojrzenia, a potem obraz zamigał i pojawił się czerwono-turkusowy obraz, a na nim para czarnych oczu i napis "Ja cię widzę", przed oczami przeleciała nam czarna czaszka, a potem wszystkie moje prace, jak śpię z Harry'm w mojej sypialni. Rozległ się głos tego gnoja "Jesteś moja, nikogo innego, zapamiętaj mała kurwo". Przewróciłam oczami. "Widziałem", zagrzmiał jego głos.
- Wal się- wrzasnęłam i wyłączyłam telewizor.
Pobiegłam do góry, widziałam zdziwione spojrzenia przyjaciół. To już przeginka, Ross, zhakowałeś kablówkę? Usłyszałam dźwięk dzwonka. Odebrałam.
- Czego ode mnie chcesz? Nie jestem ci nic dłużna, robiłam wszystko co chciałeś, byłam posłuszna, daj mi w końcu kurwa żyć- wrzasnęłam.
- Miałaś spokój przez parę dni, teraz kolej, aby z tobą skończyć- zaśmiał się cicho.- Nie rozumiem dlaczego tak narzekałaś na swojego tatę, to taki świetny gość. 
- Spiskujesz przeciwko mnie z moim ojcem, serio, jak nisko jeszcze upadniesz Ross?- prychnęłam.
- Pożałujesz- warknął.
- Nie mam czego, przestań mnie prześladować, to jest kurwa nienormalne.
- Do zobaczenia, kochanie- powiedział.
- Nie nazywaj mnie tak- krzyknęłam, ale on już się rozłączył.
Mam dość urywania rozmowy! Czego mam się bać, sama zajebałabym go jednym paluszkiem. On chyba zapomniał do kogo mówi.
***
Resztę dnia przesiedziałam w pokoju, zamknięta na klucz, ignorowałam każdego, kto próbował się do mnie dostać. Miałam dość, ta cholerna biała paczuszka, kusiła mnie coraz bardziej. Słyszałam zaniepokojony głos cioci Mel rozmawiającej z Joe. Próbowali przemówić mi do rozumu. Przecież to robi się już powoli nudne, nie wyjdę stąd. Choćby nie wiem, co.
Bawiłam się telefonem, czekając na kolejne wiadomości, od tego barana, ale nic nie przychodziło, nic nie dzwoniło. Odblokowałam klawiaturę i zobaczyłam zdjęcie naszej szóstki po wyścigu, musiał się uczepić. Za jakie grzechy?
Lucy, przecież dobrze wiesz, za jakie? To nie jest twój świat, ty powinnaś, być w Seattle, dalej być niegrzeczna, za bardzo się ukrywasz, nie jesteś taka jak teraz.
Może i nie, ale co mi szkodzi, spróbować, taką być? Człowiek, ciągle uczy się na błędach, sądziłam, że popełniłam ich już wystarczająco dużo, żeby coś z nich wyciągnąć, jak widać myliłam się. Nie pierwszy raz. Zaśmiałam się lekko i wybrałam numer Matt'a.
Przyłożyłam telefon do ucha i usłyszałam sygnał. Przyłożyłam dłoń do ust i sama nie wiem, kiedy zaczęłam obgryzać końcówki paznokci, nigdy nie stresowałam się rozmową z przyjacielem, ale czy Matt'a mogę jeszcze tak nazwać? Mogę nazwać go swoim przyjacielem?
- Słucham?- usłyszałam jego łagodny głos.
- Cześć- szepnęłam, a po drugiej stronie, słychać był ciche westchnięcie.
- Cześć słońce- powiedział.
Uśmiechnęłam się, nie powiem, że nie, ale nadal mam wątpliwości.
- Przepraszam- mruknęłam.
- Wybrałaś łatwiejsze życie, zrozumiałe.
- Nie jest łatwiejsze, on się na mnie uwziął- czułam rosnącą gulę w gardle.
- Kto?- spytał.
- Dlaczego Ross, mi grozi?- głos mi drżał.
- Co robi?- krzyknął.
- Wydzwania do mnie, hakuje wszystko w moim pobliżu, wysłał mi torebkę prochów, masz z tym coś, no wiesz...
- Lucy, na miłość boską, nie. W życiu bym ci czegoś takiego nie zrobił, przecież ten skurwysyn może cię zabić- warknął.
- Myślisz, że nie wiem, ale co on ode mnie chce, nie jestem mu nic dłużna.
- Przyjadę do ciebie, nie pozwolę, mu cię tknąć, nikt z nas mu nie pozwoli- powiedział, a ja usłyszałam znajome szepty.
- To daleko, majątek. A gdzie się zatrzymacie, Matt, to...
- Hej, chyba zapomniałaś, że jesteśmy najlepsi. Yale już zarezerwował bilety, Patrick miał rodzinę w Londynie. Jutro u ciebie jesteśmy, dam ci znać, skarbie- powiedział.
- Matt...
- Tak?- spytał.
- Kocham cię- szepnęłam.
- Ja ciebie też, mała- uśmiechnęłam się.- Powiedz tej kobietce, co cię wzięła, o Rossie, musisz jej powiedzieć- mruknął i rozłączył się.
Odłożyłam telefon, wstałam z łóżka, wzięłam z szuflady, torebeczkę i liścik. Od kluczyłam drzwi. Pod ścianą przy moich drzwiach siedział Liam. Popatrzył na mnie. Kiwnęłam głową, na znak, ze ma zejść razem ze mną na dół.
Na sofie, siedzieli wszyscy i oglądali jakiś film, popatrzyli na mnie. Liam usiadł koło Sophii. Stanęłam przed telewizorem, rozejrzałam się dookoła, rzuciłam torebeczkę z kartką na stolik.
Popatrzyli na nią przez krótką chwilę, a potem wszyscy skierowali wzrok na mnie.
______________________________________________
Okej, tak o to jest rozdział 9 *.* Wiem, zawaliłam z nim, jest beznadziejny i w ogóle... 
A przy okazji, akcja zaczyna się rozwijać :D
Mam nadzieję, że wam się spodoba :*
Dziękuję, za wszystkie miłe komentarze, jesteście wspaniali <3
Jedna sprawa w zakładce bohaterowie, pojawili się nowe postacie, mam nadzieję, że zajrzycie i zapoznacie się z nimi :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ= MOTYWUJESZ 
Taka prosta zasada ^.^
Także tego, Kocham was <3 

~Evil Queen.